Codziennie jestem myślami z tym miejscem i codziennie obiecuję sama sobie napisać i nadgonić ale potem okazuje się, że tyle jeszcze mam do zrobienia, że znowu mija kolejny dzień i nic...
Cały czas szukam pomysłu na to miejsce bo po głowie lata myśl o zmianach ale czy na lepsze?
W międzyczasie ja i K. pojechaliśmy wystrojeni aż do Nysy na ślub przyjaciółki mojej kochanej (M. oczywiście z babcią), w grę wchodził nocleg na miejscu bo wesele dwudniowe było a ja nie miałabym odwagi zostawić jej samej w pokoju hotelowym z nianią elektroniczną...
Piękna panna młoda zachwycała urodą bo tego nie można jej odmówić i kreacjami, ja zachwycona panną młodą to rzecz jasna i zespołem, K. zachwycony perkusistą (boskie małżeństwo z taki powerem, że jak kiedyś ktoś zapyta o orkiestrę to tylko oni!).
Wybawiona, wyspana i nacieszona rozmową z nią na żywo wróciłam do domu do mojej małej M. i znowu praca, dom, praca, dom... ale cóż swoje wielkie dni ma się już za sobą i tak sobie wspominałam nasz dzień patrząc na ich dzień i przerażające jest jak czas leci a przy dzieciach to już wogóle i życzę im aby tacy szczęśliwi jak wtedy byli cały czas i żeby uśmiechy z ich twarzy nie schodziły i że choć wiem, że to niemożliwie wierzę, że zawsze odnajdą to czego szukać będą...
poniedziałek, 14 października 2013
środa, 9 października 2013
Home...
Rankiem kiedy większość z Was jeszcze śpi ja otwieram oczy, które przecież dopiero co zamykałam...
Budzi mnie dźwięk, znany mi tak dobrze od tylu miesięcy, dźwięk ukochany a równocześnie tak irytujące przed 6 rano...
Szukamy misia, przytulamy się do pieluszki i wreszcie odnajdujemy smoczek...
Jest już za późno M. już nie zaśnie, rozpoczynamy nowy dzień...
Nowie mieszkanie nie jest jeszcze dopieszczone, nie mamy rolet w oknie więc każdy nowy promień słońca wita jako jedną z pierwszych lokatorek w naszym domku moją małą córeczkę :)
Teraz już wiecie czemu nie sypiam za dobrze a, że foto okna pokojowego nie mam to jadalna część salonu:
Budzi mnie dźwięk, znany mi tak dobrze od tylu miesięcy, dźwięk ukochany a równocześnie tak irytujące przed 6 rano...
Szukamy misia, przytulamy się do pieluszki i wreszcie odnajdujemy smoczek...
Jest już za późno M. już nie zaśnie, rozpoczynamy nowy dzień...
Nowie mieszkanie nie jest jeszcze dopieszczone, nie mamy rolet w oknie więc każdy nowy promień słońca wita jako jedną z pierwszych lokatorek w naszym domku moją małą córeczkę :)
Teraz już wiecie czemu nie sypiam za dobrze a, że foto okna pokojowego nie mam to jadalna część salonu:
czwartek, 26 września 2013
Jesień
Ciepła kurtka, szyja szalikiem owinięta, czapka o którą walki nieustanne mają miejsce na każdym spacerze, kaloryfer u mamy odkręcony i pranie wiszące w suszarni płynem moim ukochanym pachnące.
Domy mam trzy jeden stary kartonami zastawiony, drugi bardzo stary ale nowy chwilowo bo u mamy znowu i trzeci nowy, wymarzony już prawie skończony...
Worki, kartony, kilka sztuk maminych ubrań i cała tona rzeczy M. u babci tak teraz mieszkamy.
Tata M. osobno na starym śpi, na nowym działa a nocami pracuje i tak dzień za dniem nam ucieka bo i mama M. na zmiany pracuje i z tatą się mija a jak mama w pracy M. u babci choć zabawy najlepsze są z dziadkiem bo i psa pozwoli straszyć i jedzeniem się dzieli (M. po kolejnym szczepieniu dostała przyzwolenie od pani dr na posiłki ormalne), i klockową wieżę zbuduje i puzzle ułoży choć za chwilkę zostaną rozwalone i piłką pozwoli pograć w pokoju i choć babcia na to samo zezwala a nawet na więcej, kocha, całuje, tuli i karmi to od rana wołany jest ,,dzidzia" na całe mieszkanie :)
Jutro wiaderko w rękę biorę i miotłę pod pachę i szmaty do worka i na mieszkanie lecę bo wreszcie po prawie dwóch m-cach znowu na swoje pójdziemy :D
Kucyk M. to rzadkość wszystko co dotyczy głowy jest bleeee a sowa to nasza nowa koleżanka moda jest za mała na wybór tego co lubi i jak chce mieć w pokoju więc póki co mama decyduje za nią a motyw sowy jakoś do mnie przemawia...
Domy mam trzy jeden stary kartonami zastawiony, drugi bardzo stary ale nowy chwilowo bo u mamy znowu i trzeci nowy, wymarzony już prawie skończony...
Worki, kartony, kilka sztuk maminych ubrań i cała tona rzeczy M. u babci tak teraz mieszkamy.
Tata M. osobno na starym śpi, na nowym działa a nocami pracuje i tak dzień za dniem nam ucieka bo i mama M. na zmiany pracuje i z tatą się mija a jak mama w pracy M. u babci choć zabawy najlepsze są z dziadkiem bo i psa pozwoli straszyć i jedzeniem się dzieli (M. po kolejnym szczepieniu dostała przyzwolenie od pani dr na posiłki ormalne), i klockową wieżę zbuduje i puzzle ułoży choć za chwilkę zostaną rozwalone i piłką pozwoli pograć w pokoju i choć babcia na to samo zezwala a nawet na więcej, kocha, całuje, tuli i karmi to od rana wołany jest ,,dzidzia" na całe mieszkanie :)
Jutro wiaderko w rękę biorę i miotłę pod pachę i szmaty do worka i na mieszkanie lecę bo wreszcie po prawie dwóch m-cach znowu na swoje pójdziemy :D
Kucyk M. to rzadkość wszystko co dotyczy głowy jest bleeee a sowa to nasza nowa koleżanka moda jest za mała na wybór tego co lubi i jak chce mieć w pokoju więc póki co mama decyduje za nią a motyw sowy jakoś do mnie przemawia...
czwartek, 22 sierpnia 2013
Kiedy wskazówka cyka raz za razem...
Czas ucieka mi tak szybko, że tygodnie mijają niczym dni a miesiące jeszcze szybciej.
Mam tyle zaległości, że sama nie wiem od czego zacząć...
Więc może powiem Wam, że:
-mieszkanie remontuje się już jakiś czas ale ze względu na brak ekipy trwać to będzie trochę dłużej niż myślałam...
-jak widać na filmiku Martynka zaczęła stawiać swoje pierwsze samodzielne kroki teraz już koło miesiąca będzie jak sobie przebiera nogami tam i tu ale nadal bolą mnie plecy bo teraz jej nie noszę (nie znosi być trzymana na siłę, chodzenie jest takie fajne), teraz plecy mi pękają z garbienia się przy moim wzroście pochylanie się nad chodzącym dzieckiem jest mega wyczynem dla moich kości i tak już zniszczonych ciążą a przecież kręgosłupa na loterii nie wygrałam i dbać o niego powinnam bo rezonans słabo wyszedł...
-zaliczyłam latarnię... tak jakby schylenie się po smoczek i wożenie ze sobą kartonu na przeprowadzkę nie idą w parze z dobrą widocznością przy cofaniu auta...
-K. skończył 30 lat w związku z tym, z obawy o swoje wiekowe już zdrowie rzucił palenie po raz 3 odkąd go znam, trzymam kciuki bo jakby nie przepadam za zapachem fajek od kiedy samej nie chce mi się już palić jak widzę papierosa
-dowiedziałam się, że będę ciocią taką prawdziwą po raz drugi bowiem moja ukochana kuzynka jest w ciąży a ja zostanę za kilka miesięcy po raz drugi matką chrzestną
-pamiętacie historię Promyczka z allegro miałam podobnie z innym portalem ktoś kupił moją kuchnię już dwa razy a ja dalej ją mam ;/
-kiedy wieczorem mała zasypia a K. wychodzi do pracy siadam przed kompem zaraz po tym jak ogarnę co trzeba, poprasuję tonę ciuszków, zrobię obiad i myślę jak to będzie mieszkać na nowym inaczej urządzonym mieszkaniu, wracać do ciepłego mieszkania, nie martwić się o to, że mała mi zmarznie w nocy i codziennie nie latać ze szmatą z obłędem w oczach bo sadza, bo kurz bo szlag mnie trafia :)
-Amina weszła w okres naśladowania więc z niekłamaną radością powtarza każdy ruch, dźwięk i czynność jak np. plucie na panele babci i rozmazywanie własnej śliny po podłodze czego oczywiście nauczyła ją Nadi i teraz sobie plują razem haha :)
-Martyna uwielbia tańczyć, bawić się klockami LEGO i wpychać coś do czegoś dlatego jesteśmy na etapie zabawek edukacyjnych z dopasowywaniem kształtów, literek, kolorów i nauki co jak się nazywa, pokazywania gdzie jest drzewo, niebo, oko mamy, nos kuzynki, gdzie nasz piesek ma ucho itd, itd.
Hmmmm chyba tyle póki co i narazie:
1. Piaskownica należy do nich :)
2. M. na łódzkiej działce poznaje uroki zabawy na powietrzu całymi dniami :)
3.Ktoś chętny na dwa śliczne kinkiety?
Mam tyle zaległości, że sama nie wiem od czego zacząć...
Więc może powiem Wam, że:
-mieszkanie remontuje się już jakiś czas ale ze względu na brak ekipy trwać to będzie trochę dłużej niż myślałam...
-jak widać na filmiku Martynka zaczęła stawiać swoje pierwsze samodzielne kroki teraz już koło miesiąca będzie jak sobie przebiera nogami tam i tu ale nadal bolą mnie plecy bo teraz jej nie noszę (nie znosi być trzymana na siłę, chodzenie jest takie fajne), teraz plecy mi pękają z garbienia się przy moim wzroście pochylanie się nad chodzącym dzieckiem jest mega wyczynem dla moich kości i tak już zniszczonych ciążą a przecież kręgosłupa na loterii nie wygrałam i dbać o niego powinnam bo rezonans słabo wyszedł...
-zaliczyłam latarnię... tak jakby schylenie się po smoczek i wożenie ze sobą kartonu na przeprowadzkę nie idą w parze z dobrą widocznością przy cofaniu auta...
-K. skończył 30 lat w związku z tym, z obawy o swoje wiekowe już zdrowie rzucił palenie po raz 3 odkąd go znam, trzymam kciuki bo jakby nie przepadam za zapachem fajek od kiedy samej nie chce mi się już palić jak widzę papierosa
-dowiedziałam się, że będę ciocią taką prawdziwą po raz drugi bowiem moja ukochana kuzynka jest w ciąży a ja zostanę za kilka miesięcy po raz drugi matką chrzestną
-pamiętacie historię Promyczka z allegro miałam podobnie z innym portalem ktoś kupił moją kuchnię już dwa razy a ja dalej ją mam ;/
-kiedy wieczorem mała zasypia a K. wychodzi do pracy siadam przed kompem zaraz po tym jak ogarnę co trzeba, poprasuję tonę ciuszków, zrobię obiad i myślę jak to będzie mieszkać na nowym inaczej urządzonym mieszkaniu, wracać do ciepłego mieszkania, nie martwić się o to, że mała mi zmarznie w nocy i codziennie nie latać ze szmatą z obłędem w oczach bo sadza, bo kurz bo szlag mnie trafia :)
-Amina weszła w okres naśladowania więc z niekłamaną radością powtarza każdy ruch, dźwięk i czynność jak np. plucie na panele babci i rozmazywanie własnej śliny po podłodze czego oczywiście nauczyła ją Nadi i teraz sobie plują razem haha :)
-Martyna uwielbia tańczyć, bawić się klockami LEGO i wpychać coś do czegoś dlatego jesteśmy na etapie zabawek edukacyjnych z dopasowywaniem kształtów, literek, kolorów i nauki co jak się nazywa, pokazywania gdzie jest drzewo, niebo, oko mamy, nos kuzynki, gdzie nasz piesek ma ucho itd, itd.
Hmmmm chyba tyle póki co i narazie:
2. M. na łódzkiej działce poznaje uroki zabawy na powietrzu całymi dniami :)
3.Ktoś chętny na dwa śliczne kinkiety?
środa, 7 sierpnia 2013
niedziela, 4 sierpnia 2013
czwartek, 1 sierpnia 2013
Kids Were Here...
Przeczytałam dziś na blogu znajomej o tej akcji... Kids Were Here
Najlepiej wyjaśnią jej sens następujące słowa: „W tej chwili można bardzo łatwo popaść w frustrację z powodu bałaganu, który jest rezultatem życia z dziećmi. Ten zestaw (zdjęć) przypomina mi, jak szybko to wszystko minie. Przyjdzie dzień gdy zabawki wylądują w skrzynkach i nikt nie będzie się nimi bawił. Będę tęsknić za tym. Uświadamiam sobie aby zwolnić. Nie stresować się tym. Moje szczęście nie zależy od tego, że wszystko jest na swoim miejscu, a dom jest czysty i uporządkowany.
Pewnego dnia będziemy mieć wspaniałe wspomnienia. Dowody zapisane w naszych sercach i umysłach naszych dzieci. Fotografie, które przeniosą nas z powrotem do tych samych dni, kiedy nasze dzieci były tutaj.”- Jude Wood
Jako mama niezmiennie zakochana w swoim dziecku, zamyśliłam się przez chwilę nad sensem i prawdą zawartą w tych słowach.
Ja z moim ewidentnym skrzywieniem na punkcie tego, że każda rzecz nawet ta najmniejsza musi być na swoim miejscu jak dzień się kończy, czytam tych kilka zdań i mówię sama do siebie, że przecież rację mają Ci, co mówią, że od okruszka na podłodze nikt nie zachorowała a dwa talerze w zlewie to nie koniec świata.
Więc dlaczego codziennie po tym jak M. zaśnie ja zamiast nacieszyć się ciszą i popatrzeć na śpiące me dziecię zerkam tylko co jakiś czas czy aby nóżka nie weszła w szczebelki, czy nie odkryta za bardzo czy smoczek nie ugniata policzka i lecę dalej do naczyń, do szmaty żeby kolejnego dnia kręcić się wokół małej i robić wszystko pod nią więc znowu przewijam i w pośpiechu zdarza się zostawić chusteczki nie na swoim miejscu, ubranko z nocy zaplącze się w kołdrę mamy na której właśnie nogę w czasie snu położył tata i leży...
W kilka sekund wyzwolona z łóżeczka Martyna z szybkością błyskawicy rzuca się w stronę jej piankowego królestwa- bo mama piankowe puzzle rozłożyła coby kolana nie bolały choć i tak całe sine od rzucania się histerycznego na ziemię jak coś nie po jej myśli się dzieje- i zabawki lecą na prawo i lewo bo najlepsza zabawa to jak wszystko leży na ziemi a nie w pudełkach i na półkach a potem sielsko siedzi się na podłodze i krzyczy, że nudno....
Ale czy to nie na tym polega, że idąc w jedną stronę wpadam na koparę a wracając z ,,apą" w ręcę (herbatą), o którą krzyk był przez ost. 10 sek. wielki potykam się na klockach i zaraz po tym jak łapię równowagę całą sobą wchodzę prosto na coś co akurat leżeć tam nie powinno i boli tak strasznie, że chce się rzucić siarczyście jakiś k.... ale nie bo przecież ona patrzy i czeka i kiedy wołam ,,ała" cieszy się tak słodko i głośno, że klękam sobie nabijając się na drewniany wagonik i buziaka daję lub jak poproszę dostaję...
Dzieci świat bez nich byłby taki czysty, poukładany i taki bezsensowny...
Wybrane obrazki to właśnie takie chwile wykradzione w ciągu dnia, które pokazują gdzieś obecność a na jednym nawet ją widać jak wydłubuję literkę, którą potem zostawi taką pustą w środku :)
Najlepiej wyjaśnią jej sens następujące słowa: „W tej chwili można bardzo łatwo popaść w frustrację z powodu bałaganu, który jest rezultatem życia z dziećmi. Ten zestaw (zdjęć) przypomina mi, jak szybko to wszystko minie. Przyjdzie dzień gdy zabawki wylądują w skrzynkach i nikt nie będzie się nimi bawił. Będę tęsknić za tym. Uświadamiam sobie aby zwolnić. Nie stresować się tym. Moje szczęście nie zależy od tego, że wszystko jest na swoim miejscu, a dom jest czysty i uporządkowany.
Pewnego dnia będziemy mieć wspaniałe wspomnienia. Dowody zapisane w naszych sercach i umysłach naszych dzieci. Fotografie, które przeniosą nas z powrotem do tych samych dni, kiedy nasze dzieci były tutaj.”- Jude Wood
Jako mama niezmiennie zakochana w swoim dziecku, zamyśliłam się przez chwilę nad sensem i prawdą zawartą w tych słowach.
Ja z moim ewidentnym skrzywieniem na punkcie tego, że każda rzecz nawet ta najmniejsza musi być na swoim miejscu jak dzień się kończy, czytam tych kilka zdań i mówię sama do siebie, że przecież rację mają Ci, co mówią, że od okruszka na podłodze nikt nie zachorowała a dwa talerze w zlewie to nie koniec świata.
Więc dlaczego codziennie po tym jak M. zaśnie ja zamiast nacieszyć się ciszą i popatrzeć na śpiące me dziecię zerkam tylko co jakiś czas czy aby nóżka nie weszła w szczebelki, czy nie odkryta za bardzo czy smoczek nie ugniata policzka i lecę dalej do naczyń, do szmaty żeby kolejnego dnia kręcić się wokół małej i robić wszystko pod nią więc znowu przewijam i w pośpiechu zdarza się zostawić chusteczki nie na swoim miejscu, ubranko z nocy zaplącze się w kołdrę mamy na której właśnie nogę w czasie snu położył tata i leży...
W kilka sekund wyzwolona z łóżeczka Martyna z szybkością błyskawicy rzuca się w stronę jej piankowego królestwa- bo mama piankowe puzzle rozłożyła coby kolana nie bolały choć i tak całe sine od rzucania się histerycznego na ziemię jak coś nie po jej myśli się dzieje- i zabawki lecą na prawo i lewo bo najlepsza zabawa to jak wszystko leży na ziemi a nie w pudełkach i na półkach a potem sielsko siedzi się na podłodze i krzyczy, że nudno....
Ale czy to nie na tym polega, że idąc w jedną stronę wpadam na koparę a wracając z ,,apą" w ręcę (herbatą), o którą krzyk był przez ost. 10 sek. wielki potykam się na klockach i zaraz po tym jak łapię równowagę całą sobą wchodzę prosto na coś co akurat leżeć tam nie powinno i boli tak strasznie, że chce się rzucić siarczyście jakiś k.... ale nie bo przecież ona patrzy i czeka i kiedy wołam ,,ała" cieszy się tak słodko i głośno, że klękam sobie nabijając się na drewniany wagonik i buziaka daję lub jak poproszę dostaję...
Dzieci świat bez nich byłby taki czysty, poukładany i taki bezsensowny...
Wybrane obrazki to właśnie takie chwile wykradzione w ciągu dnia, które pokazują gdzieś obecność a na jednym nawet ją widać jak wydłubuję literkę, którą potem zostawi taką pustą w środku :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









