Na poszukiwania sukni tej jednej, jedynej jechałam z nastawieniem, że wiem czego chcę i co mi się podoba więc problemu nie będzie... Zawsze jak wspominałam o szukaniu sukni, te z moich znajomych, które mają już to za sobą zgodnie twierdziły, że w większości przypadków na miejscu okazuje się, że to co nam się podobało nam nie pasuje, a to czego nie chcemy okazuje się właśnie TYM. Od początku wierzyłam i chciałam wierzyć, że ze mną tak nie będzie... I wiecie co? Zawsze zapierałam się nogami i nie tylko, że żadnych gorsetów, że ja to koniecznie z ramiączkami albo chociaż jednym, stujką, kołnierzem, bolerkiem, czymkolwiek.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy suknie z Linea Raffaelli okazały się chyba najbrzydszymi na salonie a każda suknia ,,w moim typie" wyglądała na mnie jakbym szła na zwykłą imprezę. Kiedy założyłam taką ,,księżniczkowatą" zakochałam się sama w sobie i w niej ale jej wielkość i waga skutecznie mnie znięchęciły dlatego mierzyłam dalej... warto w tym momencie wspomnieć, że wychodziłam z założenia im szybciej znajdę suknię tym lepiej bowiem nie mam za bardzo przy małym dziecku czasu na szukanie i chęci na jeżdżenie i mierzenie bowiem w większości miejsc modele się powtarzają a skoro w sukniach konkretnego kroju mi nie do twarzy to czy taka, czy inna suknia na innym salonie będzie dalej wyglądać na mnie będzie źle a co za tym idzie moje założenie brzmiało: JEDEN SALON, JEDNO MIERZENIE, JEDNA SUKNIA :)
Udało się w końcu założyłam suknię, która wyglądała jakby ją ktoś uszył dla mnie, kiedy wyszłam z przebieralni i zobaczyłam minę mojej mamy i samą siebie w tym dużym lustrze wiedziałam, że to jest to. Jedyny minus... brak promocji na danym modelu bowiem zaliczał się już do nowej kolekcji ale na szczęście cena nie była aż tak wysoka żebym nie mogła jej mieć i umowa spisana, suknia prawie zapłacona więc czekamy na tel, że przyleciała i jadę na pierwszą przymiarkę uffff.
*
K. pojechał na weekend ze szwagrem do Łodzi taki męski wypad sobie urządzili a my z siostrą mą babski w dosłownym znaczeniu bowiem również K. spała u mnie z Nadi... Podziwiam każdą mamę, która zdecydowała się na drugie dziecko, lub los obdarzył ją drugim bobasem jeśli pierwsze dziecko nie ma skończonych przynajmniej dwóch lat. Nie mam pojęcia na dzień dzisiejszy jak te wszystkie kobiety to robią, prowadzą dom, wychowują jedno, bawią drugie, są mamami, żonami, gospodyniami i jeszcze w większości zazwyczaj pracownikami... Siostra była cały czas i jako ta bardziej obyta z dzieckiem dawała sobie na krótkie chwile radę z naszą dwójką choć Nadi o mamę bywa bardzo zazdrosna a to utrudnia zajmowanie się jedną i drugą równocześnie za to ja mimo jej obecności czasami czułam się bezradna moja mała marudziła więc wiadomo MOJE to lecę na łeb, na szyję z drugiej strony Nadusia, która ma teraz etap wszystko i wszędzie z ciocią pod warunkiem, że jestem obok i co? Nie wiedziałam co począć sama ze sobą i z nimi dwiema i to było strasznie frustrujące...
*
Weekend ten okazał się też bardzo ważny dla Martynki, kiedy to dostała swoją pierwszą w życiu marchewkę bo mimo, że na słoiczku jest napisane żeby podawać po 4 miesiącu poczytałam trochę i stwierdziłam, że tych kilka dni różnicy nie zrobi i dałam jej wcześniej... smakowało tych kilak pierwszych łyżeczek a DRUGA WAŻNA rzecz jaka miała miejsce to obrót z brzuszka na plecy, który pierwsza zobaczyła ciocia K. bowiem to właśnie moja siostra położyła ją na brzuszek (ja zrobiłam to może ze dwa razy bo jakoś nie bardzo wiedziałam jak się zabrać za to a bałam się, żeby nie zrobić małej krzywdy więc wolałam nie ryzykować...)
Zaś teraz dobija północ więc wyczekałam grzecznie jak zawsze na czas butelkowania, Martyna dostanie teraz swoją butlę a zaraz potem idziemy obie spać...
Marchewkowa dziewczyna ;]
niedziela, 12 sierpnia 2012
wtorek, 7 sierpnia 2012
Ciepło, cieplej...
Nawet nie wiem, kiedy a tu proszę mamy sierpień.
Sierpień miesiąc Lwów bo właśnie taki znak zodiaku mają Ci co się w ten ciepły miesiąc urodzili a wśród nich moja chrzestna :)
Miesiąc, kiedy do Polski zjeżdżają się nasi znajomi którzy na stałe wyjechali mieszkać w innych krajach... i właśnie taki przyjazd zaowocował babską imprezą w sobotę, gdzie jak wiadomo nie od dziś ZASADA wreszcie mogła być i była kierowcą wszystkich na szczęście bez % była także moje sis więc pożartowałyśmy sobie z innych ,,pod wpływem" razem.
Wnioski? Ja naprawdę jestem już za stara na imprezy bo koło 1 w nocy ziewałam jakbym nie spała trzy dni haha.
Całą niedzielę odchorowywałam imprezę i próbowałam dojść do siebie po spaniu do 14 i powrocie do domu o 6 nad ranem. Martynka była na dole u sąsiadki bo do rodziców K. nie chciałam jej dawać akurat teraz a moja mama pilnowała małej od siostry a z dwiema rady nie daje sobie nawet ona na dłuższą metę...
Jak już pisałam mój tydzień rozpoczął się od wizyty u masażysty, gdzie zostałam wymaglowana wręcza teraz czekam na efekty choć chyba boli mnie mniej już dziś...
Wtorkowy dzień minął nam z sis na zwiedzaniu szpitala w K-ce bowiem zostałyśmy przez naszą prywatną kuzynkę umówione na rezonans głowy, teraz czekamy na wyniki...
Następnie miałam się udać do drugiej cioci z życzeniami i prezentem ale zasiedziałam się u rodziców K. a Martyna wybrzydzając teraz prawie przy każdej butelce i plując pierwszymi ml mleka zazwyczaj kończy cała mokra nie miała ciuchów na zmianę a ja kolejnej porcji mleka do spożycia bowiem jej mleko od przygotowania może zostać wypite maks do pół godziny potem czy mi się to podoba czy nie ląduje w zlewie a ja robię nowe jeśli chcę znowu spróbować czy zje... ZĘBY IDĄ JAK NIC bowiem brak apetytu plus ślinotok plus zjadanie sobie czasami dwóch rąk równocześnie to znaki bardzo oczywiste dla kogoś kto wie co i jak czyli ZASADA w roli mamy :)
Za to dziś bowiem, kiedy to piszę na zegarku mojego komputera wybiła 3 nad ranem( do teraz nie wiem czemu nie śpię), zwłaszcza po wyszorowaniu całego mieszkania powinnam padać a tu nic.... a więc dziś jadę z moją mamą na poszukiwania sukni tej JEDYNEJ... bowiem sierpień to także miesiąc wyprzedaży i przecen w salonach sukien ślubnych a ja kolejny już rok zakochana jestem w kolekcjach Linea Raffaelli :)
Moja ukochana
i moja najukochańsza :)
i mój piękny ,,skrzek" w tle... hihi
Sierpień miesiąc Lwów bo właśnie taki znak zodiaku mają Ci co się w ten ciepły miesiąc urodzili a wśród nich moja chrzestna :)
Miesiąc, kiedy do Polski zjeżdżają się nasi znajomi którzy na stałe wyjechali mieszkać w innych krajach... i właśnie taki przyjazd zaowocował babską imprezą w sobotę, gdzie jak wiadomo nie od dziś ZASADA wreszcie mogła być i była kierowcą wszystkich na szczęście bez % była także moje sis więc pożartowałyśmy sobie z innych ,,pod wpływem" razem.
Wnioski? Ja naprawdę jestem już za stara na imprezy bo koło 1 w nocy ziewałam jakbym nie spała trzy dni haha.
Całą niedzielę odchorowywałam imprezę i próbowałam dojść do siebie po spaniu do 14 i powrocie do domu o 6 nad ranem. Martynka była na dole u sąsiadki bo do rodziców K. nie chciałam jej dawać akurat teraz a moja mama pilnowała małej od siostry a z dwiema rady nie daje sobie nawet ona na dłuższą metę...
Jak już pisałam mój tydzień rozpoczął się od wizyty u masażysty, gdzie zostałam wymaglowana wręcza teraz czekam na efekty choć chyba boli mnie mniej już dziś...
Wtorkowy dzień minął nam z sis na zwiedzaniu szpitala w K-ce bowiem zostałyśmy przez naszą prywatną kuzynkę umówione na rezonans głowy, teraz czekamy na wyniki...
Następnie miałam się udać do drugiej cioci z życzeniami i prezentem ale zasiedziałam się u rodziców K. a Martyna wybrzydzając teraz prawie przy każdej butelce i plując pierwszymi ml mleka zazwyczaj kończy cała mokra nie miała ciuchów na zmianę a ja kolejnej porcji mleka do spożycia bowiem jej mleko od przygotowania może zostać wypite maks do pół godziny potem czy mi się to podoba czy nie ląduje w zlewie a ja robię nowe jeśli chcę znowu spróbować czy zje... ZĘBY IDĄ JAK NIC bowiem brak apetytu plus ślinotok plus zjadanie sobie czasami dwóch rąk równocześnie to znaki bardzo oczywiste dla kogoś kto wie co i jak czyli ZASADA w roli mamy :)
Za to dziś bowiem, kiedy to piszę na zegarku mojego komputera wybiła 3 nad ranem( do teraz nie wiem czemu nie śpię), zwłaszcza po wyszorowaniu całego mieszkania powinnam padać a tu nic.... a więc dziś jadę z moją mamą na poszukiwania sukni tej JEDYNEJ... bowiem sierpień to także miesiąc wyprzedaży i przecen w salonach sukien ślubnych a ja kolejny już rok zakochana jestem w kolekcjach Linea Raffaelli :)
i moja najukochańsza :)
czwartek, 2 sierpnia 2012
Lato w pełni i ślubne zmory...
Lato w pełni mamy moi drodzy a to oznacza dużo spacerowania i mało ubierania :)
Choć z tym drugim to raczej w moim przypadku bo Martyna zaczęła wybrzydzać i co rusz zwraca mleczko na ubranie... a to oznacza zmianę stroju czasami nawet kilka razy w ciągu dnia.
Po powrocie z Łodzi wszystkie nasze dni wyglądają prawie tak samo odwiedzamy jednych dziadków u drugich tj. moich rodziców czasami zostajemy na noc, lub na zmianę sypiam u siostry bo szwagier w Łodzi a mój K. kolejne tygodnie pracuje na nocne zmiany więc i tak go nie ma w domu a potem odsypia i my nie przeszkadzamy tatusiowi spać a on wstaje wypoczęty w miarę bo męczą go zatoki już jakiś czas.
Udało nam się wreszcie zrobić i zjeść z naszymi sąsiadami z dołu pierwszego letniego grilla takiego ,,naszego" garażowego od początku do końca w pełni zaliczonego bowiem to był mój pierwszy grill, od kiedy przestałam karmić i mogłam jeść wszystko i pić wszystko na co tylko miałam ochotę :)
*
Ostatnio coraz bardziej popularne staje się wręczanie gościom weselnym jakiegoś upominku mającego przypominać im o weselu a równocześnie prezent ten jest formą podziękowania za przybycie i obecność... Nasza sąsiadka, która mieszka od jakiegoś czasu na stałe w Hiszpanii opowiadała mi o podobnym zwyczaju tam u nich. Naczytałam się, że w Polsce to też powoli wchodzi w obieg i tyle co o tym myślałam i rozmawiałam a wpadają w odwiedziny nasi znajomi u których bawiliśmy się na weselu w czerwcu z podziękowaniami, które zawierało płytę CD a to znaczy, że każdy z gości dostał swoją :)
Osobiście myślę o czymś podobnym ale jeszcze szukam złotego środka czy dla wszystkich to samo, czy dla pań osobno a dla panów osobno bo co jeśli jakaś para nie jest parą na codzień komu wtedy dać prezent wspólny?
*
Pochwaliłam się ostatnio siostrze, że od zajścia w ciążę nie miewałam migren i bólów głowy a przynajmniej nie takich jak kiedyś... a tu proszę z nowym miesiącem jak mnie siekło...
Całe szczęście, że tego dnia byłam umówiona z moją babcią, która musiała jechać ustalić sobie termin badania, że pojadę z nią do poradni a przy okazji zgłoszę wreszcie małą w swojej spółdzielni i załatwię sprawę w urzędzie bo to oznaczało, że Martyna została u babci bo K. po nocce spał i nie mógł się nią zająć...
Kiedy już wszystko pozałatwiałam i zostało mi czekanie w jednym z urzędów zaczął się pogłębiać ból głowy, który dokuczał mi od rana i nagle z chwili an chwilę było już tylko gorzej. Ledwo dojechałam do mamy a że byłam autem to było to dla mnie straszne przeżycie prowadzić i skupiać się na drodze a równocześnie powstrzymywać wymioty. Weszłam do mamy i od tamtej pory łóżko i wc to były jedyne miejsce, które się dla mnie liczyły. Cały dzień bez jedzenia i picia bo wszystko wracało tak szybko jak do org. się dostało spowodowało, że nie byłam w stanie zająć się małą, nosić, karmić... Nie mam pojęcia co bym zrobiła gdyby moja mama nie mieszkała tak blisko... Owszem mamy na dole super sąsiadów i wiem, że na nich też mogę liczyć ale mimo wszystko mama to mama... Ja chorowałam, leżałam i spałam a ona dbała o małą więc byłam spokojna koło 20 odjechałam tak bardzo, że nie wiedziałam co się dzieje i obudziłam się w nocy w sukience, staniku, spiętych włosach u rodziców w sypialni a moja siostra obok mnie... :)
Głowa bolała mnie prawie 3 dni, nudności męczyły a ja jeszcze zaraz następnego dnia spałam u siostry bo jej obiecałam co się napociłam tego dnia wnosząc całe swój majdan na drugie piętro plus oporządzenie małej spowodowało zmęczenie organizmu i mega ból w plecach więc na początku tyg. mam umówioną wizytę u mojego dobrego, sprawdzonego, starego i niewidomego masażysty...
Tak wyglądają nasze spacery zazwyczaj, kiedy tylko Nadi zostaje uwolniona z wózka :)
Choć z tym drugim to raczej w moim przypadku bo Martyna zaczęła wybrzydzać i co rusz zwraca mleczko na ubranie... a to oznacza zmianę stroju czasami nawet kilka razy w ciągu dnia.
Po powrocie z Łodzi wszystkie nasze dni wyglądają prawie tak samo odwiedzamy jednych dziadków u drugich tj. moich rodziców czasami zostajemy na noc, lub na zmianę sypiam u siostry bo szwagier w Łodzi a mój K. kolejne tygodnie pracuje na nocne zmiany więc i tak go nie ma w domu a potem odsypia i my nie przeszkadzamy tatusiowi spać a on wstaje wypoczęty w miarę bo męczą go zatoki już jakiś czas.
Udało nam się wreszcie zrobić i zjeść z naszymi sąsiadami z dołu pierwszego letniego grilla takiego ,,naszego" garażowego od początku do końca w pełni zaliczonego bowiem to był mój pierwszy grill, od kiedy przestałam karmić i mogłam jeść wszystko i pić wszystko na co tylko miałam ochotę :)
*
Ostatnio coraz bardziej popularne staje się wręczanie gościom weselnym jakiegoś upominku mającego przypominać im o weselu a równocześnie prezent ten jest formą podziękowania za przybycie i obecność... Nasza sąsiadka, która mieszka od jakiegoś czasu na stałe w Hiszpanii opowiadała mi o podobnym zwyczaju tam u nich. Naczytałam się, że w Polsce to też powoli wchodzi w obieg i tyle co o tym myślałam i rozmawiałam a wpadają w odwiedziny nasi znajomi u których bawiliśmy się na weselu w czerwcu z podziękowaniami, które zawierało płytę CD a to znaczy, że każdy z gości dostał swoją :)
Osobiście myślę o czymś podobnym ale jeszcze szukam złotego środka czy dla wszystkich to samo, czy dla pań osobno a dla panów osobno bo co jeśli jakaś para nie jest parą na codzień komu wtedy dać prezent wspólny?
*
Pochwaliłam się ostatnio siostrze, że od zajścia w ciążę nie miewałam migren i bólów głowy a przynajmniej nie takich jak kiedyś... a tu proszę z nowym miesiącem jak mnie siekło...
Całe szczęście, że tego dnia byłam umówiona z moją babcią, która musiała jechać ustalić sobie termin badania, że pojadę z nią do poradni a przy okazji zgłoszę wreszcie małą w swojej spółdzielni i załatwię sprawę w urzędzie bo to oznaczało, że Martyna została u babci bo K. po nocce spał i nie mógł się nią zająć...
Kiedy już wszystko pozałatwiałam i zostało mi czekanie w jednym z urzędów zaczął się pogłębiać ból głowy, który dokuczał mi od rana i nagle z chwili an chwilę było już tylko gorzej. Ledwo dojechałam do mamy a że byłam autem to było to dla mnie straszne przeżycie prowadzić i skupiać się na drodze a równocześnie powstrzymywać wymioty. Weszłam do mamy i od tamtej pory łóżko i wc to były jedyne miejsce, które się dla mnie liczyły. Cały dzień bez jedzenia i picia bo wszystko wracało tak szybko jak do org. się dostało spowodowało, że nie byłam w stanie zająć się małą, nosić, karmić... Nie mam pojęcia co bym zrobiła gdyby moja mama nie mieszkała tak blisko... Owszem mamy na dole super sąsiadów i wiem, że na nich też mogę liczyć ale mimo wszystko mama to mama... Ja chorowałam, leżałam i spałam a ona dbała o małą więc byłam spokojna koło 20 odjechałam tak bardzo, że nie wiedziałam co się dzieje i obudziłam się w nocy w sukience, staniku, spiętych włosach u rodziców w sypialni a moja siostra obok mnie... :)
Głowa bolała mnie prawie 3 dni, nudności męczyły a ja jeszcze zaraz następnego dnia spałam u siostry bo jej obiecałam co się napociłam tego dnia wnosząc całe swój majdan na drugie piętro plus oporządzenie małej spowodowało zmęczenie organizmu i mega ból w plecach więc na początku tyg. mam umówioną wizytę u mojego dobrego, sprawdzonego, starego i niewidomego masażysty...
Tak wyglądają nasze spacery zazwyczaj, kiedy tylko Nadi zostaje uwolniona z wózka :)
wtorek, 24 lipca 2012
Bibi, piku piku i zaproszenia
No czas napisać co się u nas dzieje bo ktoś jeszcze pomyśli, że po tych chrzcinach wieje nudą :)
Za nami kolejne obowiązkowe badanie z poz. wynikami tj. USG bioderek więc kolejny stres za mną...
Za nami ale także jeszcze przed nami roznoszenie zaproszeń ciąg dalszy... ale powoli widzimy światełko w tunelu a to już coś bo z małą nie chce nam się jeździć i siedzieć u każdego więc wpadamy dajemy co dać trzeba i szybko staramy się uciekać w miarę możliwości.
Za nami też kolejne szczepienie, które moje dzidzi znowu zniosło bardzo dzielnie i bez żadnych rewolucji po szczepieniu w domu. Dzięki tej wizycie dowiedziałam się, że Martyna ma już ponad 6 kg i mierzy 65 cm ; )
Za nami 4-dniowy wyjazd do Łodzi razem z rodzicami pojechałam z małą do teściów siostry, gdzie w tym samym czasie sis z rodzinką się tam gościła a to oznaczało dwie rzeczy na 100% - zakupy w Zarze zwłaszcza, kiedy są przeceny i... wyjazd na wieś do siostry i szwagra na działkę razem z rodzinką i dzieciakami naszymi.
Działka w okolicach bardziej Poznania niż Łodzi należy do babci mojego szwagra ale już teraz mąż sis postawił tam obok starego domku wybudowanego przez swojego pradziadka, swój domek wybudowany dwa lata temu ale jeszcze nie wykończony i nie umeblowany dla swojej rodzinki...
Stare jest piękne bo niesie w sobie wspomnienia i historię ale...
nowe daje lepsze możliwości choćby do pobytu na miejscu z dziećmi na dłużej, kiedy wszystko zostanie skończone :)
Za nami kolejne dni i kolejne przespane noce a przedemną poszukiwania sukni ślubnej i już nie mogę się doczekać sasasa :)
Od jakiegoś czasu sis na Nadi woła ,,Bibi" mała od małego miała jakieś przezwiska a więc i kolej na Martynę z ,,Beksy" została ,,Krzysią" a teraz jest wołana ,,Bibi 2", ,,Bibi maksi" (chodzi o jej wagę hihi). Jak widać na załączonym obrazku moje Bibi coraz lepiej trzymie sobie swoje zabawki a ja pękam z dumy!
Za nami kolejne obowiązkowe badanie z poz. wynikami tj. USG bioderek więc kolejny stres za mną...
Za nami ale także jeszcze przed nami roznoszenie zaproszeń ciąg dalszy... ale powoli widzimy światełko w tunelu a to już coś bo z małą nie chce nam się jeździć i siedzieć u każdego więc wpadamy dajemy co dać trzeba i szybko staramy się uciekać w miarę możliwości.
Za nami też kolejne szczepienie, które moje dzidzi znowu zniosło bardzo dzielnie i bez żadnych rewolucji po szczepieniu w domu. Dzięki tej wizycie dowiedziałam się, że Martyna ma już ponad 6 kg i mierzy 65 cm ; )
Za nami 4-dniowy wyjazd do Łodzi razem z rodzicami pojechałam z małą do teściów siostry, gdzie w tym samym czasie sis z rodzinką się tam gościła a to oznaczało dwie rzeczy na 100% - zakupy w Zarze zwłaszcza, kiedy są przeceny i... wyjazd na wieś do siostry i szwagra na działkę razem z rodzinką i dzieciakami naszymi.
Działka w okolicach bardziej Poznania niż Łodzi należy do babci mojego szwagra ale już teraz mąż sis postawił tam obok starego domku wybudowanego przez swojego pradziadka, swój domek wybudowany dwa lata temu ale jeszcze nie wykończony i nie umeblowany dla swojej rodzinki...
Stare jest piękne bo niesie w sobie wspomnienia i historię ale...
nowe daje lepsze możliwości choćby do pobytu na miejscu z dziećmi na dłużej, kiedy wszystko zostanie skończone :)
Za nami kolejne dni i kolejne przespane noce a przedemną poszukiwania sukni ślubnej i już nie mogę się doczekać sasasa :)
Od jakiegoś czasu sis na Nadi woła ,,Bibi" mała od małego miała jakieś przezwiska a więc i kolej na Martynę z ,,Beksy" została ,,Krzysią" a teraz jest wołana ,,Bibi 2", ,,Bibi maksi" (chodzi o jej wagę hihi). Jak widać na załączonym obrazku moje Bibi coraz lepiej trzymie sobie swoje zabawki a ja pękam z dumy!
wtorek, 17 lipca 2012
CHRZEST
KIEDY TERMIN CHRZTU ZBLIŻAŁ SIĘ WIELKIMI KROKAMI ZACZĘLIŚMY DO KOŃCA ZAŁATWIAĆ SPRAWY ZWIĄZANE Z KOŚCIOŁEM I RESTAURACJĄ I WIECIE CO? TYM RAZEM PRZYGÓD NIE BRAKOWAŁO...
MAŁO CO A SZUKAŁABYM INNEGO MIEJSCA NA OBIAD BOWIEM MIMO WCZEŚNIEJ REZERWACJI MOJEGO POTWIERDZENIA NA KARTCE, KIEDY POSZLIŚMY UZGODNIĆ MENU OKAZAŁO SIĘ, ŻE NIC NA TEMAT CHRZCIN NIE JEST WPISANE W ZESZYT IMPREZ... NA SZCZĘŚCIE W MIĘDZYCZASIE NIE POJAWIŁ SIĘ KTOŚ KTO ZAJĄŁ SALĘ NA TEN SAM TERMIN I GODZINĘ UFFF
OCZYWIŚCIE WINA LEŻAŁA PO STRONIE PANI Z KTÓRĄ WTEDY ROZMAWIAŁAM BO JA NA KARTCE POTWIERDZENIE MIAŁAM... ALE UDAŁO SIĘ, SALA BYŁA CZEKAŁA I NAWET PRZY KOŃCOWYM ROZLICZENIU WYSZLIŚMY PONAD 200 ZŁ. MNIEJ NIŻ LICZYLIŚMY :)
KIEDY DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE JESTEM W CIĄŻY JEDNEGO BYŁAM PEWNA CHRZESTNĄ ZOSTANIE MOJA JEDYNA SIOSTRA I CO? NO I NIE ZOSTAŁA BO ŻYJE W ZWIĄZKU CYWILNYM I NIE WOLNO JEJ ZOSTAĆ MATKĄ CHRZESTNĄ... PRÓBOWALIŚMY TO OBEJŚĆ JAK TYLKO SIĘ DAŁO I MOŻE NAWET UDAŁOBY NAM SIĘ ALE NIE ZDECYDOWAŁAM SIĘ JEDNAK OSTATECZNIE NA KŁAMSTWO KOSZTEM OCHRZCZENIA MAŁEJ W ATMOSFERZE OSZUKIWANIA...
DO TERAZ JAK SOBIE O TYM POMYŚLĘ JEST MI PRZYKRO BO CZY TO WAŻNE Z KIM ONA SYPIA I JAKIEGO RODZAJU JEST TO ZWIĄZEK? NIE POWINNO LICZYĆ SIĘ TO, ŻE CHCEMY MAŁĄ OCHRZCIĆ I ŻE ONA JEST DOBRYM CZŁOWIEKIEM, KTÓRY ZOBOWIĄZUJE SIĘ POMAGAĆ MI W WYCHOWANIU MAŁEJ W WIERZE KATOLICKIEJ? OTÓŻ NIE JAK WIDAĆ ALE GDYBY BYŁA PIJACZKĄ I BIŁA SWOJE DZIECI NIE MIAŁOBY ZNACZENIA JEŚLI MIAŁABY KOŚCIELNY BEZ PROBLEMU MOGŁABYM ZOSTAĆ CHRZESTNĄ ZAWSZE I DLA KAŻDEGO ;/
CHRZESTNYM ZOSTAŁ MĄŻ MOJEJ UKOCHANEJ KUZYNKI I TO TEŻ BYŁO PEWNE PRAKTYCZNIE OD POCZĄTKU I TU NAM SIĘ UDAŁO BOWIEM T. TO PAN MŁODY Z TEGO WESELA NA KTÓRYM OSTATNIO BYLIŚMY... A CHRZESTNĄ MOJA JEDYNA KUZYNKA, KTÓRA JEST PANNĄ BO JEST NAJMŁODSZA W RODZINIE.
ALE TO JESZCZE NIE WSZYSTKO BO KIEDY SZŁAM DO KOŚCIOŁA REZERWOWAĆ TERMIN I UREGULOWAĆ PAPIERKOWE SPRAWY KOBIETA NIE ZAZNACZYŁA TEGO W KALENDARZU BO: ,,MAMY CZAS JAK PODEJDZIE PANI TYDZIEŃ PRZED ZE WSZYSTKIM, ŻEBY ZAPŁACIĆ TO NIE BĘDZIE PROBLEMU..." NO I CO? PROBLEM BYŁ BO SIĘ DOWIEDZIAŁAM, ŻE NIE MOGĘ OCHRZCIĆ MAŁEJ 15 LIPCA (MIMO POWIADOMIENIA CAŁEJ RODZINY, REZERWACJI NA SALI I PRZYGOTOWANIU WSZYSTKIEGO NA TEN DZIEŃ), BO NIE MA NAPISANE, ŻE NA MSZY O 12 MA BYĆ CHRZEST... WRRR
KONIEC KOŃCÓW PO MAŁYM OBURZENIU MARTYNA KATARZYNA (CHOCIAŻ Z IMIENIEM NAM SIĘ UDAŁO I DRUGIE JEST PO CIOCI, KTÓRA MIAŁA BYĆ CHRZESTNĄ TAK JAK NADI MA DRUGIE IMIĘ PO MNIE...)ZOSTAŁA OCHRZCZONA 15 LIPCA ALE PO MSZY WIĘC W KOŚCIELE BYLIŚMY MY Z K. CHRZEŚNI, MOJA SIS Z RODZINĄ, DZIADKI MARTYNKI I NASZE BABCIE CZYLI PRABABCIE MAŁEJ. CHOCIAŻ AKURAT TO MI NIE PRZESZKADZAŁO BO NIE LUBIĘ CIEKAWSKICH GAPIÓW ZWŁASZCZA W KOŚCIOŁACH NA ŚLUBACH, CHRZCINACH I POGRZEBACH.
MÓJ ANIOŁEK
TEN WAŻNY MOMENT:
PREZENTY :)
TERAZ TYNA JEST JUŻ DZIECKIEM BOŻYM WIĘC WEDLE STAREGO PRZEKONANIA POWINNA BYĆ GRZECZNA A, ŻE ONA TAK ZACZĘŁA BYĆ WCZEŚNIEJ TO NIE POZOSTAJE NIC INNEGO JAK WIERZYĆ W TO, ŻE BĘDZIE BARDZO GRZECZNA :)
*
PO DRODZE NASZ TATUŚ DOBIŁ PRAWIE DO 30 WIĘC MIELIŚMY GOŚCI I TO PODWÓJNIE BO CHRZCINY NA SALI ZOSTAŁY POŁĄCZONE Z URODZINAMI K. CHOĆ JAK WIDAĆ NIC TO NIE DAŁO BO WIADOMO RODZICE I SIS PRZYSZLI Z ŻYCZENIAMI W DZIEŃ ,,PECHOWYCH" URODZIN 13 W PIĄTEK HAHA A GOŚCIOM JEŚĆ TRZEBA DAĆ :)
*
UDAŁO NAM SIĘ PODPISAĆ WRESZCIE UMOWĘ Z NASZĄ ORKIESTRĄ BO DO TEJ PORY WSZYSTKO ODBYWAŁO SIĘ DROGĄ INTERNETOWĄ ŁĄCZNIE Z ZAKLEPANIEM TERMINU, TERAZ WIEMY JAK WYGLĄDAJĄ, JAK GRAJĄ NA ŻYWO I ILE KOSZTUJĄ BO MAMY TO NA PAPIERZE HAHA.
NO I POWOLI ZACZYNAMY WRACAĆ DO ,,NORMALNEGO" ŻYCIA- ZAWSZE MÓWIŁAM, ŻE DZIECKO NIE JEST PRZESZKODĄ A NAJWIĘKSZYM SZCZĘŚCIEM A ŻE TYNA SIĘ ZMIENIŁA I MOŻNA SIĘ RUSZYĆ Z DOMU MAMY ZA SOBĄ KILKA ODWIEDZIN (ZAPROSZENIA DALEJ ROZDAJEMY), IMPREZĘ URODZINOWĄ KOLEGI (POSZŁA DO DZIADKÓW), ZALICZONY OBIADEK W RESTAURACJI BO MAMIE NIE CHCIAŁO SIĘ GOTOWAĆ W SOBOTĘ HIHI.
ROŚNIE NAM GRZECZNA I KOCHANA DZIEWCZYNKA KTÓRA:
- UŚMIECHA SIĘ ŚWIADOMIE DO ZNANYCH SOBIE JUŻ TWARZY, OCZYWIŚCIE NA WIDOK MAMY UŚMIECH JEST NAJWIĘKSZY ;D
-GRUCHA SOBIE CAŁY CZAS JAK NIE ŚPI, CZASAMI NAWET KRZYCZY I PISZCZY JAK JEJ WYJDZIE
-DALEJ NIE CHCE I NIE SSIE SMOCZKA ALE ZASTĄPIŁA GO SOBIE KCIUKIEM Z KTÓRYM ZASYPIA I KTÓRYM SIĘ USPOKAJA W CZASIE ZABAWY
-UWIELBIA JAK LEŻY W WÓZKU I MA ZAWIESZONE ZABAWKI KTÓRE SIĘ KOŁYSZĄ I SZELESZCZĄ ZWŁASZCZA TAKĄ SZELESZCZĄCĄ KSIĄŻECZKĘ, KUPIONĄ PRZEZ MOJA MAMĘ
-WŚCIEKA SIĘ JAK NOSZONA JEST W POZYCJI NA PŁASKO MUSI WIDZIEĆ WSZYSTKO LUB BYĆ NOSZONA W POZYCJI DO ODBICIA
-SAMA ZASYPIA W CIĄGU DNIA JAK SIĘ ZMĘCZY
-PODNOSI TYŁEK I ROBI MOSTEK W CZASIE ZMIANY PAMPERSA
-NIE LUBI HERBATEK I WOGÓLE ZIMNEGO PICIA MIEDZY BUTELKAMI TYLKO I WYŁĄCZNIE WODA Z TRAUBENZUCKREM I TO CIEPŁA
-WOLI DZIADKÓW NIŻ SWOJE BABCIE ZWŁASZCZA MAMA K. DZIAŁA NA NIĄ JAKOŚ DZIWNIE PÓKI CO...
A DOPIERO JUTRO SKOŃCZY 3 MIESIĄCE A TYLE ZMIAN I TEN CZAS TAK LECI...
MOJA MODELKA:
NAJWAŻNIEJSZA TEGO DNIA I CODZIENNIE :*
MAŁO CO A SZUKAŁABYM INNEGO MIEJSCA NA OBIAD BOWIEM MIMO WCZEŚNIEJ REZERWACJI MOJEGO POTWIERDZENIA NA KARTCE, KIEDY POSZLIŚMY UZGODNIĆ MENU OKAZAŁO SIĘ, ŻE NIC NA TEMAT CHRZCIN NIE JEST WPISANE W ZESZYT IMPREZ... NA SZCZĘŚCIE W MIĘDZYCZASIE NIE POJAWIŁ SIĘ KTOŚ KTO ZAJĄŁ SALĘ NA TEN SAM TERMIN I GODZINĘ UFFF
OCZYWIŚCIE WINA LEŻAŁA PO STRONIE PANI Z KTÓRĄ WTEDY ROZMAWIAŁAM BO JA NA KARTCE POTWIERDZENIE MIAŁAM... ALE UDAŁO SIĘ, SALA BYŁA CZEKAŁA I NAWET PRZY KOŃCOWYM ROZLICZENIU WYSZLIŚMY PONAD 200 ZŁ. MNIEJ NIŻ LICZYLIŚMY :)
KIEDY DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE JESTEM W CIĄŻY JEDNEGO BYŁAM PEWNA CHRZESTNĄ ZOSTANIE MOJA JEDYNA SIOSTRA I CO? NO I NIE ZOSTAŁA BO ŻYJE W ZWIĄZKU CYWILNYM I NIE WOLNO JEJ ZOSTAĆ MATKĄ CHRZESTNĄ... PRÓBOWALIŚMY TO OBEJŚĆ JAK TYLKO SIĘ DAŁO I MOŻE NAWET UDAŁOBY NAM SIĘ ALE NIE ZDECYDOWAŁAM SIĘ JEDNAK OSTATECZNIE NA KŁAMSTWO KOSZTEM OCHRZCZENIA MAŁEJ W ATMOSFERZE OSZUKIWANIA...
DO TERAZ JAK SOBIE O TYM POMYŚLĘ JEST MI PRZYKRO BO CZY TO WAŻNE Z KIM ONA SYPIA I JAKIEGO RODZAJU JEST TO ZWIĄZEK? NIE POWINNO LICZYĆ SIĘ TO, ŻE CHCEMY MAŁĄ OCHRZCIĆ I ŻE ONA JEST DOBRYM CZŁOWIEKIEM, KTÓRY ZOBOWIĄZUJE SIĘ POMAGAĆ MI W WYCHOWANIU MAŁEJ W WIERZE KATOLICKIEJ? OTÓŻ NIE JAK WIDAĆ ALE GDYBY BYŁA PIJACZKĄ I BIŁA SWOJE DZIECI NIE MIAŁOBY ZNACZENIA JEŚLI MIAŁABY KOŚCIELNY BEZ PROBLEMU MOGŁABYM ZOSTAĆ CHRZESTNĄ ZAWSZE I DLA KAŻDEGO ;/
CHRZESTNYM ZOSTAŁ MĄŻ MOJEJ UKOCHANEJ KUZYNKI I TO TEŻ BYŁO PEWNE PRAKTYCZNIE OD POCZĄTKU I TU NAM SIĘ UDAŁO BOWIEM T. TO PAN MŁODY Z TEGO WESELA NA KTÓRYM OSTATNIO BYLIŚMY... A CHRZESTNĄ MOJA JEDYNA KUZYNKA, KTÓRA JEST PANNĄ BO JEST NAJMŁODSZA W RODZINIE.
ALE TO JESZCZE NIE WSZYSTKO BO KIEDY SZŁAM DO KOŚCIOŁA REZERWOWAĆ TERMIN I UREGULOWAĆ PAPIERKOWE SPRAWY KOBIETA NIE ZAZNACZYŁA TEGO W KALENDARZU BO: ,,MAMY CZAS JAK PODEJDZIE PANI TYDZIEŃ PRZED ZE WSZYSTKIM, ŻEBY ZAPŁACIĆ TO NIE BĘDZIE PROBLEMU..." NO I CO? PROBLEM BYŁ BO SIĘ DOWIEDZIAŁAM, ŻE NIE MOGĘ OCHRZCIĆ MAŁEJ 15 LIPCA (MIMO POWIADOMIENIA CAŁEJ RODZINY, REZERWACJI NA SALI I PRZYGOTOWANIU WSZYSTKIEGO NA TEN DZIEŃ), BO NIE MA NAPISANE, ŻE NA MSZY O 12 MA BYĆ CHRZEST... WRRR
KONIEC KOŃCÓW PO MAŁYM OBURZENIU MARTYNA KATARZYNA (CHOCIAŻ Z IMIENIEM NAM SIĘ UDAŁO I DRUGIE JEST PO CIOCI, KTÓRA MIAŁA BYĆ CHRZESTNĄ TAK JAK NADI MA DRUGIE IMIĘ PO MNIE...)ZOSTAŁA OCHRZCZONA 15 LIPCA ALE PO MSZY WIĘC W KOŚCIELE BYLIŚMY MY Z K. CHRZEŚNI, MOJA SIS Z RODZINĄ, DZIADKI MARTYNKI I NASZE BABCIE CZYLI PRABABCIE MAŁEJ. CHOCIAŻ AKURAT TO MI NIE PRZESZKADZAŁO BO NIE LUBIĘ CIEKAWSKICH GAPIÓW ZWŁASZCZA W KOŚCIOŁACH NA ŚLUBACH, CHRZCINACH I POGRZEBACH.
MÓJ ANIOŁEK
TEN WAŻNY MOMENT:
PREZENTY :)
TERAZ TYNA JEST JUŻ DZIECKIEM BOŻYM WIĘC WEDLE STAREGO PRZEKONANIA POWINNA BYĆ GRZECZNA A, ŻE ONA TAK ZACZĘŁA BYĆ WCZEŚNIEJ TO NIE POZOSTAJE NIC INNEGO JAK WIERZYĆ W TO, ŻE BĘDZIE BARDZO GRZECZNA :)
*
PO DRODZE NASZ TATUŚ DOBIŁ PRAWIE DO 30 WIĘC MIELIŚMY GOŚCI I TO PODWÓJNIE BO CHRZCINY NA SALI ZOSTAŁY POŁĄCZONE Z URODZINAMI K. CHOĆ JAK WIDAĆ NIC TO NIE DAŁO BO WIADOMO RODZICE I SIS PRZYSZLI Z ŻYCZENIAMI W DZIEŃ ,,PECHOWYCH" URODZIN 13 W PIĄTEK HAHA A GOŚCIOM JEŚĆ TRZEBA DAĆ :)
*
UDAŁO NAM SIĘ PODPISAĆ WRESZCIE UMOWĘ Z NASZĄ ORKIESTRĄ BO DO TEJ PORY WSZYSTKO ODBYWAŁO SIĘ DROGĄ INTERNETOWĄ ŁĄCZNIE Z ZAKLEPANIEM TERMINU, TERAZ WIEMY JAK WYGLĄDAJĄ, JAK GRAJĄ NA ŻYWO I ILE KOSZTUJĄ BO MAMY TO NA PAPIERZE HAHA.
NO I POWOLI ZACZYNAMY WRACAĆ DO ,,NORMALNEGO" ŻYCIA- ZAWSZE MÓWIŁAM, ŻE DZIECKO NIE JEST PRZESZKODĄ A NAJWIĘKSZYM SZCZĘŚCIEM A ŻE TYNA SIĘ ZMIENIŁA I MOŻNA SIĘ RUSZYĆ Z DOMU MAMY ZA SOBĄ KILKA ODWIEDZIN (ZAPROSZENIA DALEJ ROZDAJEMY), IMPREZĘ URODZINOWĄ KOLEGI (POSZŁA DO DZIADKÓW), ZALICZONY OBIADEK W RESTAURACJI BO MAMIE NIE CHCIAŁO SIĘ GOTOWAĆ W SOBOTĘ HIHI.
ROŚNIE NAM GRZECZNA I KOCHANA DZIEWCZYNKA KTÓRA:
- UŚMIECHA SIĘ ŚWIADOMIE DO ZNANYCH SOBIE JUŻ TWARZY, OCZYWIŚCIE NA WIDOK MAMY UŚMIECH JEST NAJWIĘKSZY ;D
-GRUCHA SOBIE CAŁY CZAS JAK NIE ŚPI, CZASAMI NAWET KRZYCZY I PISZCZY JAK JEJ WYJDZIE
-DALEJ NIE CHCE I NIE SSIE SMOCZKA ALE ZASTĄPIŁA GO SOBIE KCIUKIEM Z KTÓRYM ZASYPIA I KTÓRYM SIĘ USPOKAJA W CZASIE ZABAWY
-UWIELBIA JAK LEŻY W WÓZKU I MA ZAWIESZONE ZABAWKI KTÓRE SIĘ KOŁYSZĄ I SZELESZCZĄ ZWŁASZCZA TAKĄ SZELESZCZĄCĄ KSIĄŻECZKĘ, KUPIONĄ PRZEZ MOJA MAMĘ
-WŚCIEKA SIĘ JAK NOSZONA JEST W POZYCJI NA PŁASKO MUSI WIDZIEĆ WSZYSTKO LUB BYĆ NOSZONA W POZYCJI DO ODBICIA
-SAMA ZASYPIA W CIĄGU DNIA JAK SIĘ ZMĘCZY
-PODNOSI TYŁEK I ROBI MOSTEK W CZASIE ZMIANY PAMPERSA
-NIE LUBI HERBATEK I WOGÓLE ZIMNEGO PICIA MIEDZY BUTELKAMI TYLKO I WYŁĄCZNIE WODA Z TRAUBENZUCKREM I TO CIEPŁA
-WOLI DZIADKÓW NIŻ SWOJE BABCIE ZWŁASZCZA MAMA K. DZIAŁA NA NIĄ JAKOŚ DZIWNIE PÓKI CO...
A DOPIERO JUTRO SKOŃCZY 3 MIESIĄCE A TYLE ZMIAN I TEN CZAS TAK LECI...
MOJA MODELKA:
NAJWAŻNIEJSZA TEGO DNIA I CODZIENNIE :*
środa, 11 lipca 2012
Kiedy nas nie ma to... spacerujemy
Kiedyś już pisałam, że od kiedy zostałam mamą żyję w ciągłym stresie? Nie? To teraz piszę... i niestety zdaję sobie sprawę, że to szybko się nie zmieni o ile wogóle kiedyś nastąpi czas relaksu...
Martyna bardzo szybko okazała się alergikiem i o dziwo alergikiem póki co pokarmowym choć ani z mojej strony, ani ze strony K. nie ma nikogo uczulonego na jedzenie... Zgodnie z zaleceniem pani dr przeszłam na dietę bezbiałkową więc moje MENU z bardzo monotonnego stało się bardzo monotonne i ubogie... jednak mimo ,,poświęcenia" poprawa była minimalna a dodatkowo pojawiły się nowe objawy więc albo moja dieta nie przynosiła efektu albo pojawił się nowy alergen. Dlatego, kiedy my z K. bawiliśmy się na weselu a Martyna była u dziadków i piła swoje mleko dla alergików i NIE PŁAKAŁA na kolejnej wizycie u naszej alergolog zapadłą decyzja- koniec z piersią bo męczy się i mała i ja, przechodzimy na system butelkowy co 3 godziny i tak sobie jemy do dnia dzisiejszego bez większych problemów :)
Strasznie przeżyłam te chwile. Z jednej strony oznaczało to dla mnie powrót do normalnego jedzenia, z drugiej pierwsze dni za każdym razem kiedy łapałam się na tym, że chciałam jej jednak dać pierś popłakiwałam, że ten rodzaj bliskości i zależności niestety mamy już za sobą. Co poprawiło mi humor i sprawiło, że nadmiar pokarmu jaki nadal mam póki co nie idzie na zmarnowanie? Moje mleko odciągnięte, schłodzone i podpisane według daty i godziny pije od prawie dwóch tygodni Nadusia...
Pogoda dopisuje (jeśli chodzi o małą to aż za bardzo bo takie upały dla maleństw nie są wskazane), więc spacerujemy dużo, codziennie ale z rana albo późnym popołudniem, zazwyczaj towarzyszy nam moja siostra z malutką bowiem szwagier znowu na dłużej w Łodzi...
Gonią nas terminy a to oznacza, że nasze najbliższe dni to roznoszenie i rozwożenie zaproszeń na nasze wesele, jednak zanim to nastąpi doprowadzimy do końca przedsięwzięcie pod hasłem ,,CHRZCINY NASZEGO DZIECKA" (więcej o tym następnym razem jak już będzie po :))
Mam tyle rzeczy do napisania i tak mało czasu i weny ale postaram się to szybko zmienić i wszystko nadrobić w końcu to pisanie ma być między innymi moją pamiątką...
Modnisia prezentuje kolekcję lato 2012 sukieneczki :)
Moja dziewczynka :*
Martyna bardzo szybko okazała się alergikiem i o dziwo alergikiem póki co pokarmowym choć ani z mojej strony, ani ze strony K. nie ma nikogo uczulonego na jedzenie... Zgodnie z zaleceniem pani dr przeszłam na dietę bezbiałkową więc moje MENU z bardzo monotonnego stało się bardzo monotonne i ubogie... jednak mimo ,,poświęcenia" poprawa była minimalna a dodatkowo pojawiły się nowe objawy więc albo moja dieta nie przynosiła efektu albo pojawił się nowy alergen. Dlatego, kiedy my z K. bawiliśmy się na weselu a Martyna była u dziadków i piła swoje mleko dla alergików i NIE PŁAKAŁA na kolejnej wizycie u naszej alergolog zapadłą decyzja- koniec z piersią bo męczy się i mała i ja, przechodzimy na system butelkowy co 3 godziny i tak sobie jemy do dnia dzisiejszego bez większych problemów :)
Strasznie przeżyłam te chwile. Z jednej strony oznaczało to dla mnie powrót do normalnego jedzenia, z drugiej pierwsze dni za każdym razem kiedy łapałam się na tym, że chciałam jej jednak dać pierś popłakiwałam, że ten rodzaj bliskości i zależności niestety mamy już za sobą. Co poprawiło mi humor i sprawiło, że nadmiar pokarmu jaki nadal mam póki co nie idzie na zmarnowanie? Moje mleko odciągnięte, schłodzone i podpisane według daty i godziny pije od prawie dwóch tygodni Nadusia...
Pogoda dopisuje (jeśli chodzi o małą to aż za bardzo bo takie upały dla maleństw nie są wskazane), więc spacerujemy dużo, codziennie ale z rana albo późnym popołudniem, zazwyczaj towarzyszy nam moja siostra z malutką bowiem szwagier znowu na dłużej w Łodzi...
Gonią nas terminy a to oznacza, że nasze najbliższe dni to roznoszenie i rozwożenie zaproszeń na nasze wesele, jednak zanim to nastąpi doprowadzimy do końca przedsięwzięcie pod hasłem ,,CHRZCINY NASZEGO DZIECKA" (więcej o tym następnym razem jak już będzie po :))
Mam tyle rzeczy do napisania i tak mało czasu i weny ale postaram się to szybko zmienić i wszystko nadrobić w końcu to pisanie ma być między innymi moją pamiątką...
Modnisia prezentuje kolekcję lato 2012 sukieneczki :)
piątek, 6 lipca 2012
NOWY ETAP
Za nami dwudniowe wesele mojej kuzynki.
Impreza zaliczona do bardzo udanych i jedyne co poszło na poczet minusów to ten straszny upał... i moje ferelna sukienka z drugiego dnia czyli ta sama co przeciekła na weselu kolegi znowu była cała w plamkach gdzie coś nie kapnęło albo dotknęło od razu ślad...
Ze względu na przejście na butelkę w czasie wesela ja mogłam zjeść wszystko normalnie przy czym nie za dużo a i tak chyba przesadziłam bo dwa razy wręcz leciałam do toalety ; )
My dwie drugiego dnia:
Cały kończący się tydzień spędziłam poza domem w większości u mojej mamy łącznie ze spaniem... za co dziś dowiedziałam się, że mój K. życzy sobie aby po powrocie z pracy w naszym domy czekała na niego jego córka...
Oczy same się zamykają ale to chyba wszystko no i pierś poszła w odstawkę a butla to jednak butla więc pilnujemy godzin jedzenia bo moja mała waży już 6 kg...
Impreza zaliczona do bardzo udanych i jedyne co poszło na poczet minusów to ten straszny upał... i moje ferelna sukienka z drugiego dnia czyli ta sama co przeciekła na weselu kolegi znowu była cała w plamkach gdzie coś nie kapnęło albo dotknęło od razu ślad...
Ze względu na przejście na butelkę w czasie wesela ja mogłam zjeść wszystko normalnie przy czym nie za dużo a i tak chyba przesadziłam bo dwa razy wręcz leciałam do toalety ; )
My dwie drugiego dnia:
Oczy same się zamykają ale to chyba wszystko no i pierś poszła w odstawkę a butla to jednak butla więc pilnujemy godzin jedzenia bo moja mała waży już 6 kg...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





