czwartek, 18 października 2012

PÓŁ ROKU!!

18.10.2012 -sześć miesięcy  temu o 9:20 rano moje życie przewróciło się do góry nogami, ten dzień i ta godzina zrobiły ze mnie mamę! Najważniejszą osobę w życiu mojego dziecka, osobę, która myśli za dwoje, żyje tak aby dobrze było dwójce, każdy kolejny ruch w życiu a nawet w ciągu dnia uzależnia od swego dziecka, jego godzin spania, jedzenia, zabaw, jego humoru i charakteru.
Sześć miesięcy temu spotkało mnie największe( a równocześnie najmniejsze), szczęście w moim życiu i wiem, że już nic (chyba, że drugi poród), nie sprawy mi większej radości, nie wleje więcej ciepła i miłości do mojego serca i nie wywoła tych wyjątkowych prawdziwych łez szczęścia.
Kocham swoje dziecko najbardziej na świecie, jestem w stanie zrobić dla niej wszystko byleby nie płakała i nie chorowała a cała reszta nie ma znaczenia. Każdy kto świadomie lub nie chce jej zaszkodzić od razu staje się dla mnie celem, każdy kto skrzywdzi ją kiedyś świadomie w jakikolwiek sposób stanie się moim wrogiem, JESTEM MAMĄ- nic lepszego nie mogło mnie spotkać za nami miesiące kiedy:
- pierwszy raz zobaczyłam moją wyczekaną córeczkę
-kiedy mała przytulona do mnie zaczęła ssać a ja zdałam sobie sprawę, że teraz jestem jej potrzebna do życia jak powietrze
-pierwsze nieprzespane noce (a było ich wiele)
-pierwsze godziny płaczu razem z moim dzieckiem spowodowane bezsilnością
-pierwsze kąpiele, zabawy i spacery ale także:
-pierwsze świadome uśmiechy na widok mamy :)
-pierwsze piski i gugania
-pierwsze ząbki (dalej mamy dwa i czekamy na kolejne)
-pierwsze próby siadania
-pierwsze obroty
-pierwsze świadomie tulenie się do mamy :)
-pierwsze wakacje, pierwszy lizak, pierwsze spanie poza domem bez mamy
Mogłabym wymieniać tych chwil mnóstwo ale po co? Najważniejsze, że dzięki małej to wszystko mogło się zdarzyć a dzięki szczęściu w jej osobie jeszcze sporo takich ,,pierwszych" chwil przed nami a ja? Doczekać się nie mogę i codziennie zaspana wstaję z uśmiechem na twarzy :):)
I sesyjka:
Pierwszy lizak

Obrót

Półroczna jubilatka zasypiała w pozycji na supermena po dniu pełnym wrażeń

Z mamą :*

czwartek, 11 października 2012

NADZIEJA MATKĄ GŁUPICH I WIELKA TĘSKNOTA

Temperatura za oknem zmusiła nas do odpalenia pieca, który od kilku dni bucha ciepłem a co za tym idzie ścieranie kurzy ma miejsce co dwa dni a dziś pierwszy raz w łazience jak co roku o tej porze na moim pięknym wyszorowanym zlewie zobaczyłam cholerną sadzę, która znowu wdziera się przez wywietrzniki wrrrrrrr!

Spacerujemy sobie owinięte szalikami, mała raczej nie zmarznie a ja jakoś daję sobie radę choć drugi raz w miesiącu drapie mnie gardło ale mam nadzieję, że tak jak poprzednim razem nie rozwinie się z tego nic więcej bo dopiero co wywalczyłam brak kataru u Martyny a znowu K. kaszle i smarka bo oczywiście jak mówię, żeby o siebie dbał bo małą zarazi to jak grochem o ścianę i twierdzi, że ten kaszel to przez papierosy...

Miało być o nadziei no i będzie we wtorek dostałam tel. ze swojego UP, że przeszłam wstępną rekrutację pozytywnie i zapraszają mnie na test za DWA DNI, więc wkurzona na maksa, że dzwonią na ost. chwilę poprosiłam mamę o zajmowanie się małą a sama przez dwa dni i dwie noce ślęczałam nad ustawami i kodeksami. Do teraz bolą mnie oczy i plecy a kiedy dziś rano dałam sobie już spokój z ostatnią ustawą i jej nie doczytałam to właśnie z niej pojawiły się na teście aż 3 pytania ale nie o tym chciałam... Miało nas być 21 osób zjawiło się o 5 mniej ale jedna dziewczyna przyszła bez kurtki i torebki. I tak o ile brak torebki mogę zrozumieć to brak czegoś do ubrania poza marynarką mnie zdziwił w końcu na zew. nie ma lata i wiecie co?
Pierwsza skończyła pisać i pierwsza wyszła a ja zaraz za nią...
Zgadnijcie dokąd zmierzałam ja i ludzie wychodzący za mną a dokąd poszła ona?
My na zew. do aut, na przystanek, do domów a ona do pokoju na parterze w budynku UP!
Wiem z doświadczenia, że pracownikom i stażystom z danego zakładu pracy wolno brać udział w konkursach ale wiem też jak to się zazwyczaj kończy dla innych...
Dlatego teraz cierpliwie czekam do czwartku na potwierdzenie swoich przypuszczeń a moja nadzieja na pracę pękła jak bańka mydlana przynajmniej tym razem i jeśli chodzi o to miejsce ( a i tak gdzieś tam w głębi pojawia się myśl, że chciałabym się miło rozczarować i nawet jeśli nie będę to ja niech się okaże, że to nie ona bo wtedy już przestanę chyba wogóle wierzyć w sens starania się o pracę u państwowych pracodawców...).

I nadszedł czas na tęsknotę- pierwszy raz odkąd Martyna pojawiła się w moim życiu spała aż dwie noce poza domem ale nie to jest dziwne bo tak już bywało obie noce spędziłam w innym mieszkaniu niż ona, ja u siebie, mała u babci (czyli u mojej mamy), straszne uczucie tęsknoty i to wrażenie w nocy, że ona jest obok i płacze, ta chęć wstawania do niej rano i zdanie sobie sprawy, że jest cicho i tak późno a ona jeszcze nie płacze na jedzenie... Wiem, że było jej u mamy dobrze tak samo jak w domu, ale mi już tak dobrze bez niej nie było i wiem, że druga taka sytuacja będzie miała miejsce przed naszym weselem bowiem Martinez idzie do cioci na dół już w piątek bo nie biorę jej do mamy na ,,trzaskanie" w sobotę widzimy się z małą w kościele na naszym ślubie ale zaraz po mszy ciocia G. znowu ją zabiera a my odbieramy ją dopiero w niedzielę popołudniu... i tak sobie myślę jak ja przeżyję to moje wesele, z tym stresem i pierwszym tańcem, z tęsknotą i z tym wszystkim na głowie...
I tańczymy sobie co tydzień ale nawet to nie rokuje nam rewelacji na wstępie :)
Chciałam się pochwalić, że znalazłam fryzjerkę , która robi takie cuda i to na moim osiedlu :) Zdj. pochodzi z imprezy pod tytułem 50- tka cioci a fotografem był zięć wspomnianej jubilatki i chrzestny mojego dziecka.
Z moją ukochaną Nadi, jakoś nie umiałam jej wypuścić z rąk, ciotka stęskniona po tym jak jej oczko w głowie przyjechało z Łodzi na pytanie ,,Kochasz nanię? ( tak Nadi mówi na ciocię bowiem od początku była uczona mówić ciocia A... ale wychodziło niania haha), usłyszała NIE :)
I na koniec druga gwiazda wieczoru z jedną ze swoich cioteczek (córka jubilatki, moja ukochana kuzynka).


 

niedziela, 7 października 2012

Rozdawajka i wieści zasadowych treści

My też lubimy czapki, czapy i czapeczki więc postanowiłam w imieniu dziecka mego wziąć udział w tym konkursie ;)

*

Jesień zawsze jest dosyć urodzinowa w mojej rodzinie więc urodziny taty jak już wspomniałam odbyły się a ja z moją rodzinką oczywiście się u jubilata stawiłam, szkoda tylko, że między jednym wujkiem a drugim doszło do nieporozumienia właśnie w czasie spotkania u moich rodziców, więc przez chwilę było trochę nerwowo ale w końcu były urodziny więc staraliśmy się szybko załagodzić sytuację. Ja ze względu na nasze plany na dzień następny z K. zostałam na noc u rodziców a on poszedł do pracy na tą swoją dziwną zmianę...
Wspominałam, że macierzyński miałam tylko do 02.10.2012 dlatego też następnego dnia stawiłam się grzecznie w UP, w moim mieście i po dostaniu swego w kolejce udało mi się drugi raz w życiu zarejestrować więc już oficjalnie jestem bezrobotna i dowiedzieć, że przez ostatni rok mój zarobek brutto był za niski i UWAGA! nie należy mi się zasiłek dla bezrobotnych ;| Bo przecież oczywiste jest, że jak ktoś uczciwie pracuje i do tego mało zarabia to jak już tą pracę traci to przez DURNE przepisy państwo się na niego wypina i radź sobie sam bo przecież nic mi nie dadzą a o znalezieniu dla mnie pracy przez nich nawet nie marzę.

Na szczęście po tym całym zamieszaniu udaliśmy się do jednego z większych w mojej okolicy centrum handlowego w poszukiwaniu butów na nasz ślub- zarówno ja jak i K, wyszliśmy bez obuwia (które udało się nam zakupić w innym CH dnia następnego), za to Martynka dorobiła się nowej zabawki, która zgodnie przez babcię, tatę i dziadka została nazwana potworem nie wiem jak zareaguje moje dziecko bo jednooki cyklop czeka w łazience na swoje pierwsze pranie :)
Za to wieczorem udaliśmy się pełni stresu i ciekawości na nasze pierwsze lekcje tańca. Postanowiliśmy razem z K. wykupić karnet na miesięczny okres na Grouponie aby podpatrzeć kilka kroków i samemu postarać się coś skomponować do naszego pierwszego tańca, dlatego chodzimy i ,,uczymy się", zwłaszcza ja czyli tzw. drewno na parkiecie o dziwo dawałam sobie nieźle radę a za nami podstawowe kroki cza-czy, i po jednej sekwencji tanga i rumby o!

W piątek najstarsza siostra mojej mamy kończyła równo 50 lat dlatego też razem z mamą i Martynką bez zapowiedzi udałyśmy się do cioci z kwiatami i życzeniami i nie przeszkadzało nam, że dzień później czyli wczoraj ciocia robiła imprezę urodzinową na sali z pysznym jedzeniem i głośną muzyką, gdzie również udałam się z moją małą, nową rodzinką czyli moim narzeczonym (hihi) i moją ukochaną córeczką, która kolejny raz robiła furorę tym jaka jest grzeczna i jak to zajmuje się sama sobą...
W dzień imprezy rano udało mi się wcisnąć na farbowanie do fryzjera bo choć wizytę miałam umówioną to na dwa dni wcześniej o czym zapomniałam ;/ no ale kolor jest a następna wizyta umówiona już rzecz jasna przed ślubem bo wiadomo panna młoda z odrostem nie wygląda atrakcyjnie a do tego czasu pewnie jakiś się pojawi.
Mam nadzieję, że jubilaci byli zadowoleni z prezentów bo było ich aż trzech bowiem zaraz po tym jak spakowałam do auta faceta, dziecko, wózek i dwie spakowane torby i odwiozłam cały majdan do teściów, przygotowałam obudzoną Martynę do spania, przebrałam się i podałam instrukcje mamie K. co i jak z Martynką jak wyjdziemy udaliśmy się do kolegi na urodziny, który obchodził je wczoraj i parapetówkę równocześnie, wróciłam o 3 nad ranem a już o 7 byłam obudzona dlatego dziś od rana wszystko mnie boli a jeszcze jak na złość cały dzień prawie spędziliśmy w domu rodziców mojego K. gdzie ja sama się wkopując ciągle oferowałam pomoc przy szykowaniu obiadu, pieczeniu ciasta oczywiście cały czas zajmując się dzieckiem więc plecy mnie bolą, oczy się kleją i drapie mnie gardło a trzeba było wrócić do domu, rozpakować się, napalić w piecu, zrobić małej kąpiel, której wczoraj nie było dać jeść i siedzieć aż zaśnie czyli do teraz :)
Więc... DOBRANOC ;]
Na koniec jeszcze się pochwalę co nasze dziewczyny dostały od cioci prosto z M&M World

 

 

poniedziałek, 1 października 2012

DWA MIESIĄCE, GDYBYM WIEDZIAŁA JAK...

GDYBYM WIEDZIAŁA JAK TO BYM WSTAWIŁA SOBIE SUWACZEK, KTÓRY BĘDZIE PIĘKNIE ODLICZAŁ DNI DO MOJEGO ŚLUBU NO ALE NIE WIEM WIĘC PISZĘ, ŻE TO RÓWNE DWA MIESIĄCE...
DNI MIJAJĄ A MY MAMY KOLEJNE RZECZY NA NASZEJ WESELNEJ LIŚCI ODHACZONE W TYM WYBRALIŚMY SMAK TORTU (KAWOWY), ZAMÓWIŁAM WINIETKI I ZAWIESZKI NA BUTELKI, ZREZYGNOWAŁAM Z KOLOROWYCH BUTÓW, WYBRALIŚMY SIĘ NA SALĘ DOWIEDZIEĆ SIĘ TEGO I OWEGO, ZAPISALIŚMY SIĘ NA KURS TAŃCA ITD.

WALCZYMY Z BAKTERIAMI BO MNIE JAKIŚ CZAS BOLAŁO GARDŁO ALE PRZESZŁO POTEM DZIEWCZYNKI ZACZĘŁY SMARKAĆ, K. ZŁAPAŁ COŚ W PRACY I PRZYNIÓSŁ DO DOMU A TERAZ MNIE BIERZE NA NOWO GARDŁO I ZATKANY NOS, ON DOCHODZI DO SIEBIE A MARTYNKA WALCZY BIEDNA Z KATAREM I Z NAMI, ZA KAŻDYM RAZEM KIEDY PODCHODZIMY DO NIEJ Z ODCIĄGACZEM ;/

ŚWIĘTOWALIŚMY URODZINY NASZEJ KOCHANEJ BABCI, KTÓRA PO PONAD DWÓCH MIESIĄCACH POZBYŁA SIĘ GIPSU I CO NAJLEPSZE PALEC DALEJ ZŁAMANY, NIE ZGINA SIĘ A RĘKA SPUCHNIĘTA JAK BANKA, NIE WIEM GDZIE I JAKIM CUDEM LEKARZ KTÓRY JĄ SKŁADAŁ I LECZYŁ DOSTAŁ DYPLOM- KONOWAŁ JEDEN CO 2 TYG. DOKŁADAŁ BABCI GIPS AŻ W KOŃCU MIAŁA RĘKĘ W KSZTAŁCIE MACZUGI ;/

A JUTRO URODZINY OBCHODZI MÓJ TATA I KUZYNKA, ZE WZGLĘDU NA NOWE ZWYCZAJE Z ŻYCZENIAMI I PREZENTEM WYBIERAMY SIĘ TYLKO DO DZIADKA BO G. URODZIN JAKO TAKICH PÓKI CO DLA CAŁEJ RODZINY NIE ROBI BO JEST NAS CORAZ WIĘCEJ I ROTACJE URODZINOWE SĄ, STARSI PRÓBUJĘ NAMÓWIĆ INNYCH NA NIE ROBIENIE URODZIN TAKICH JAK ZAWSZE, ŻE KAŻDY DO KAŻDEGO BO NIE MA POWOLI MIEJSCA U NIKOGO A MY MŁODZI PLANUJEMY CHODZIĆ TYLKO DO SIEBIE NAWZAJEM A UNIKAĆ CIOTEK I WUJKÓW CHOĆ WIADOMO NIE ZAWSZE SIĘ DA BO LADA DZIEŃ KOLEJNE URODZINY 50 MOJEJ CIOCI I IMPREZA DUŻA SIĘ SZYKUJE NA SALI, GDZIE OCZYWIŚCIE WYBIERAMY SIĘ CAŁĄ RODZINKĄ CZYLI JA, K. I NASZA MAŁA.

JUTRO TEŻ KOŃCZY MI SIĘ MACIERZYŃSKI A TO OZNACZA, ŻE CZAS NA POSZUKIWANIE PRACY, GDZIE OFERT NA RYNKU JEST TYLE, ŻE NIE WIEM W CZYM WYBIERAĆ NO I OCZYWIŚCIE WSZĘDZIE MARZĄ O ZATRUDNIENIU MŁODEJ MAMY... JUŻ WIDZĘ ILE MI TO ZAJMIE I GDZIE WRESZCIE WYLĄDUJĘ O ILE WOGÓLE ZDECYDUJĘ SIĘ WRÓCIĆ SZYBKO DO PRACY A POWINNAM BO PRZECIEŻ CHCEMY WIĘKSZE MIESZKANIE NO WIĘC POTRZEBNE NAM DWIE WYPŁATY PRZYNAJMNIEJ JAKIŚ CZAS BO WIADOMO BEZ KREDYTU SIĘ NIE OBEJDZIE...

PÓKI CO:
PIERWSZE ZIMOWE PRZYMIARKI:
I UWAGA ! WCALE NIE JESTEM TAKA GRZECZNA NA JAKĄ WYGLĄDAM LOL:
 
 

czwartek, 20 września 2012

5 m-cy i idzie jesień

Powoli choć nieubłaganie nadchodzi kolejna pora roku, ta z którą się nie lubimy choć i tak nie jest jeszcze tak źle bo kolejna to już wogóle wróg publiczny nr jeden...
Z tego też powodu nasz piec ruszył już pełną parą i póki co palimy co drugi dzień bo jakoś wieczorem i rano jakby zimno, zwłaszcza wieczory muszą być cieplejsze bo wtedy jest czas na kąpiel naszej małej a przecież wiadomo, że nadszedł okres kataru i przeziębień i komu jak komu ale Martynie wolałabym w miarę możliwości takich dolegliwości oszczędzić.

Udało mi się w towarzystwie mojej mamy wybrać cukiernię, z której zamówimy tort teraz czeka nas jeszcze degustacja i wybór smaku i kolejna rzecz z listy zaliczona do załatwionych, nie potrafię póki co znaleźć zdjęcia, żeby Wam pokazać jak będzie tort wyglądał ale jedno mogę Wam napisać będzie cały biały przynajmniej na zew. :)

Za mną strasznie żmudne i niestety bezowocne poszukiwania szewca, który obszyje gotowe buty nowym materiałem a to znaczy, że prawdopodobnie moje marzenie o pójściu w kolorowych butach do ślubu pozostanie tylko marzeniem, a buty będą białe (choć tu pojawia się kolejny problem bo już widzę te szukanie, ładnych, wygodnych i w moim rozmiarze...).

Martynka skończyła 5 miesięcy strasznie nam ten czas leci, choć wydaje się, że każdy kolejny dzień jest niemalże taki sam to jednak pojawiają się nowe rzeczy, umiejętności, zachowania, minki, zabawy. Aktualnie:
-Martynka ma dwie dolne jedynki
-sama obróci się z brzuszka na plecy odwrotnie jeszcze nie potrafi
-straszny z niej śmieszek, praktycznie nie płacze może poza momentami, kiedy mama spóźni się z jedzeniem i zaczyna się awantura spowodowana głodem
-nosi rozmiar ubrane 68/74 zależy od firmy i ubranka
-gaworzy, piszczy, krzyczy, śpiewa i śmieje się na głos pod warunkiem, że dostarcza się jej konkretnej dawki adrenaliny czyli trzeba się bawić a równocześnie straszyć a ona się śmieje bo taka zabawa jest najlepsza
-waży 7350
-ma piękne długie paluszki, wszyscy dookoła mówią, że w sam raz do grania :)
-przesypia całe noce bez pobudek na jedzenie bowiem już jakiś czas temu odeszłam od karmienia jej na śpiocha... ost. mleczko pijemy o 21 a pierwsza porcja poranna jest zazwyczaj koło 6-7
-zasypia sama w łóżeczku ze smoczkiem, do którego wreszcie się przekonała i z pieluszką którą trzyma w obu rączkach zakrywa się nią aż zaśnie...
-w ciągu dnia zazwyczaj miewa dwie dłuższe drzemki ale zdarzają się także takie po kilkanaście minut, za każdym razem zasypia sama czasami w czasie zabawy a czasami sygnalizuje, że potrzeba smoczka i pieluszki :D
-uwielbia bawić się grzechotkami i książeczkami w których coś szeleści, wisi, piszczy i oczywiście metki są najlepsze w każdej zabawce, dlatego następnym zakupem jest Pan Metka
-Martynka uwielbia swoją kuzynkę jak tylko pojawia się Nadusia od razu są uśmiechy, chyba że Nadi zaczyna piszczeć a wtedy Martinez płacze bowiem nie lubi wysokich dźwięków na które reagują płaczem i strachem...
-codziennie prawie cały czas podnosi główkę do siadania wysoko, wysoko ale jeszcze nie załapała, że trzeba sobie pomóc rączkami więc śmiesznie to wygląda... za to kiedy dostaje ręce dorosłego do pomocy siedzi w kilka sekund
-za nami kolejne szczepienie, które na szczęście również przeszła bez jakichkolwiek powikłań czyli nie było płaczu, gorączek i nieprzespanych nocy, a my mamy spokój dopóki nie skończy roku potem kolejna dawka :)
-poza mlekiem uczymy się pić soczki i herbatki ale tak jak wcześniej zazwyczaj wszystkim plujemy, czasami uda mi się wcisnąć jej trochę herbatki ale tylko jeden smak i tylko ciepłej, zimne napoje nie wchodzą w grę więc soki są bleee
-jemy już całkiem sporo bowiem Martyna ma za sobą poznawanie takich smaków jak: maliny, jabłko, marchew, winogrono, brzoskwinia, nektaryna, banan, zupki jarzynowe, dania z kurczaczkiem, ziemniaczki z łososiem, dynią i cukinią a także jagnięcina z kaszą choć ta ostatnia była zjedzona tylko raz i póki co już nie figuruje na naszej liście zakupów bowiem po kaszy od razu pojawiło się uczulenie
-dalej walczymy ze skazą białkową więc mimo wprowadzania nowych smaków, wielu rzeczy nie wolno jej jeść wogóle a wielu do 2 roku życia, choć od poniedziałku zaczynamy uczyć się trafić gluten jak to będzie zobaczymy.

Na koniec chciałam wspomnieć, że wybraliśmy się z K. i znajomymi na coś w rodzaju paintballu ale zamiast kulek z farbą używa się kamizelek z czujnikami a broń działa na zasadzie laseru. Zabawa super, towarzystwo bawiło się na tyle dobrze, że zaplanowaną godzinę przedłużyliśmy o kolejne pół godziny i wtedy właśnie okazało się, że to nie było już potrzebne... stało się tak jak się stało wiadomo, że nikt tego nie chciał i był to przypadek ale moja kuzynka wpadła na broń kuzynki swojego męża bowiem się nie zauważyły i straciła zęba a dokładnie złamała się jej jedynka więc wiadomo było już po zabawie a ona zaraz mimo godziny 20 zaczęła dzwonić do swojego lekarze żeby szybko uratował sytuację, na szczęście się udało i ząbek jest już cały :D

 

poniedziałek, 10 września 2012

WESELNIE CZ.I

Jak już wiadomo papiery do ślubu konkordatowego załatwione a protokół przedmałżeński spisany, najwięcej śmiechu było przy pytaniach i potomstwo bo Martynka była z nami ale jak to stwierdził mój ulubiony ksiądz a równocześnie proboszcza ,,naszej" parafii nawet ona tego nie zniosła i zasnęła :)

Ślubne przygotowania powoli ruszyły drugą turą do przodu za nami pierwsze spotkanie najważniejszych czyli nasze i naszych rodziców, na szczęście ze względu na staż naszego związku, nasi rodzice znają się już bardzo długo i bardzo dobrze więc wszystkie takie rozmowy i spotkania będą przebiegały swobodnie i na luzie na szczęście dla nas i dla nich :)

Ślub, ślubem ale ja oczywiście w międzyczasie piorę, gotuję, prasuje, odkurzam, wycieram, kąpie, przewijam, spaceruję, tulę, usypiam, przytulam, kocham, zabawiam, rozpieszczam itd. do granic możliwości jednym słowem mama pełną gębą i Perfekcyjna Pani Domu mogłaby się przy mnie schować nawet a może zwłaszcza ta z TVN (swoją drogą chciałabym zobaczyć kiedyś ten jej perfekcyjny dom w środku tygodnia bez zapowiedzi...).

Wróciła moja siostra a jeśli chodzi o temat weselny to również moja świadkowa i jedyna osoba, która na 100% będzie obecna na weselu a nie dostała zaproszenia, latam z nim w torbie wózkowej już od miesiąca i ciągle zapominamy razem z K.
Oczywiście siostra jak to siostra w planowaniu i pomysłach jest niezastąpiona i dobrze mieć kogoś takiego komu można opowiedzieć o swoich planach, wizjach, wysłuchać opinii i nie martwić się, że zdradza się swoje plany jednemu z obecnych gości z obawą, że wygada pozostałym zanim pamiętny dzień będzie miał miejsce :)
Tak dla potomnych i dla siebie samej pragnę zanotować, że mamy:
-salę (ale nie mamy wybranego i dogadanego MENU a także mimo zapewnionego wystroju muszę zapytać o dwie rzeczy dodatkowo)
-orkiestra jest a więc muzyka będzie (musimy dogadać z naszymi grajkami co i kiedy mają grać i jak zabawiać naszych gości)
-fotograf jest
-auto jest (ozdoba na samochód wybrana ale nie zamówiona)
transportu dla gości póki co brak
-obrączki są moje wymarzone...
-K. póki co nie ma co na siebie włożyć
-brakuje mi butów, pomysłu na fryzurę, nie umiem zdecydować się na bukiet i makijaż choć wiem już kto go zrobi ;)
-musimy zamówić kołocz (śląska nazwa dla ciasta weselnego) zarówno ten na salę w dniu wesela jak i ten na ,,trzaskanie" (zwyczaj panujący na śląsku polegający na trzaskaniu porcelany w domu rodzinnym panny młodej, gdzie przyjść i coś rzucić pod drzwi może każdy kto wie o weselu a przyszła para młoda musi wyjść pozamiatać, wynieść na śmietnik i poczęstować ciastem i wódką swoich gości- jedyny minus tej imprezy 1. zawsze dzień przed weselem a nie ma określonej godziny kiedy trzaskanie się kończy i 2.straty w wyglądzie klatek schodowych lub drzwi czasami tych sąsiedzkich...)
-wybór wódki i kupno zostawiam K. i tacie jednemu i drugiemu 
-muszę dogadać wystrój kościoła z odpowiedzialnymi za to osobami a co za tym idzie zamówić to co potrzebne i im dostarczyć
-podziękowania dla rodziców - mamy pomysł na prezent i mamy papierkowe podziękowania więc pozostaje coś miłego powiedzieć...
-wybrać podziękowania dla gości bowiem bardzo podoba mi się nowa moda jaka zaczyna panować na weselach, że każda z zaproszonych osób dostaje coś małego na pamiątkę w innych krajach podobno istnieje coś takiego już jakiś czas (córka naszych sąsiadów tzn. tych od rodziców mieszka już jakiś czas w Hiszpanii i razem z narzeczonym bywała już na imprezach tam i właśnie mi o tym między innymi opowiadała a ja nie potrafię się zdecydować więc proszę Was o pomoc :)
http://allegro.pl/podziekowania-dla-gosci-ciasteczka-z-wrozba-hit-i2556569124.html

http://allegro.pl/promocja-lizak-lizaki-podziekowania-dla-gosci-i2613699918.html

http://allegro.pl/podziekowania-dla-gosci-kuferki-slub-promocja-i2597497385.html

-zamówić wybrane już winietki na stoły i zawieszki na alkohol
-ćwiczyć taniej a uczymy się sami...
-zapamiętać toast wygłoszony do K. jako męża...!

NO TO CHYBA WSZYSTKO A WIĘC JAK WIDAĆ MAMY CO ROBIĆ :)
Coś podobnego mi się marzy ...
 

poniedziałek, 3 września 2012

Jak burza...

Wreszcie K. wróciła z tych wakacji i wiecie co? Znowu pojechała tym razem na cały tydzień do Łodzi... dobrze, że chociaż Nadi została u mamy to będziemy spacerować razem popołudniami chociaż na dziś mamy już plany bowiem w babskim gronie z babcią, mamą moją, naszymi małymi i ciocią wybieramy się do kuzynki ( przy czym ciocia to mama tejże kuzynki), szykuje się progesterowa imprezka haha.

Udało mi się wreszcie wybrać z Martynką do urzędu aby ,,pochwalić się" dzieckiem mym bowiem już się koleżanki dopominały co pojawiałam się załatwić jakieś sprawy. Nie muszę chyba pisać, że wśród urzędników mojego miasta, moja córeczka DWUZĘBNA córeczka zrobiła furorę. Tak, tak w przeciągu kilku dni po pojawieniu się pierwszego ząbka mama czyli zasada we własnej osobie znalazła drugiego :) Teraz oba już widać i nawet czuć jak się człowiek zapomni i da się schwytać małemu gryzoniowi ;].

Tata K. obchodzi swoje urodziny 1 września, przynajmniej jako dziecko pierwszy dzień szkoły rekompensowały mu prezenty urodzinowe po powrocie do domu... Tym razem na imprezkę urodzinową po raz pierwszy wybraliśmy się w trójkę i ja naprawdę mam grzeczne dziecko, bowiem nie licząc kilku słabszych chwil spowodowanych ewidentnie szumem rozmów tylu osób, Martinez zachowywała się bez zarzutu, jak nic umiejętność zachowania się w odniesieniu do okoliczności ma po mnie ; )

A teraz dwie ciekawe historie poniedziałkowe:
1. Od samego początku jak tu mieszkamy mamy TV i neta z Vectry a mój K. to samo miał już na siebie jeszcze za czasów mieszkania u rodziców więc jest to dobrych kilka lat i kilka dni temu dostaliśmy pocztą kolejne blankiety do płacenia na kolejne 3 miesiące, na których widniała wyższa niż do tej pory kwota a że kończy nam się umowa, o czym oczywiście w żadnym piśmie Vectra nie wspomniała, nie mówiąc już o jakiejkolwiek ,,lepszej" propozycji abyśmy dalej u nich byli, nie wspomnę. Dlatego też K. wybrał się dziś do nich osobiście a ja razem z nim przy okazji i wiecie co straciliśmy 1,5 godziny na czekaniu i pół na rozmowie a nie załatwiliśmy nic bowiem, kiedy już udało nam się doczekać naszego numerka ( który należy pobrać przy wejściu jak na poczcie albo w ZUS-ie), okazało się co jest dla mnie PARANOJĄ KOMPLETNĄ, że lepsze oferty mają dla nowych klientów niż dla tych, którzy są z nimi kilka lat i zawsze płacą na czas i dalej chcą płacić im... W związku z tym nie pozostało nam nic innego jak rozwiązać umowę i podpisać drugą nową jako nowy klient być może teraz na moje nazwisko, póki co rezygnacja od dziś widnieje w systemie i czekamy bo co też mnie dziwi na salonie nie mogą nam zaproponować tego samego co możemy uzyskać od konsultanta kontaktującego się z nami tel. ;|

2. Po raz drugi z konieczności udaliśmy do USC po dokumenty potrzebne nam do zawarcia ślubu konkordatowego, tym razem nie zapomniałam jak poprzednim razem kiedy nie udało nam się nic załatwić, że nie ur. się w Z. I pojechałam już ze swoim odpisem aktu urodzenia więc poszło w miarę sprawnie, może poza tym, że mojemu K. nie spodobał się sposób przyjęcia nas przez panią urzędnik w referacie małżeństw więc był dla niej wredny, przez co kobieta pewnie pomyślała, że wychodzę za tyrana haha i tym, że kolejny raz zadziwił mnie fakt jaka ta Polska jest dziwna... Przekładając pobrany tydzień wcześniej w tymże USC dokument K. miał już wszystko co było mu potrzebne do wydania nam potrzebnych papierów a co za tym idzie pokazywał dowód ostatnio kilka razy bowiem na podstawie dokumentu tożsamości spisywali dane i inne badziewa a tym razem pierwsze co to dostaliśmy opieprz, że nie daliśmy też dowodu K. tylko mój... no i wtedy dowód K. wylądował na biurku a on zamienił się we wredziola ; ) Bo fakt, że za papier który mówi o tym, że jestem panną a on kawalerem trzeba zapłacić i to całkiem sporo jak na jeden papierek już mnie zdziwił BO ZA CO DZIŚ SIĘ NIE PŁACI?
Chyba tylko za to:
A na koniec nasza mała piosenkarka :)